Santa Cruz, CA - miasto surferów

Kochani Podróżnicy!


Zanim jeszcze wiedziałam, czy kiedykolwiek będę w Santa Cruz wyobrażałam sobie to miasteczko jako bardzo wyluzowane, gdzie ludzie chodzą po ulicach z deskami surfingowymi pod pachą i jeżdżą deskorolkami - typowo jak w amerykańskich filmach.



Kiedy już dojechałyśmy do Santa Cruz było dokładnie tak,

a nawet jeszcze bardziej filmowo!



Zważając na fakt, że w Kaliforni palenie ziółka jest legalne mogę chyba śmiało założyć,

że 95% ludzi z którymi miałyśmy kontakt byli na haju.


Nie wiem, czy to wpływ pozytywnych wibracji, czy może czegoś innego unoszącego się w powietrzu, ale będąc w tym małym surferskim raju zapomniałam, co to jest stres.

Naprawdę zapomniałam!


Ta definicja tam zanika, rozmywa się, głowa staje się lżejsza, a mięśnie automatycznie się rozluźniają. Od razu przesiąknęłyśmy tym spokojem, który emanuje od mieszkańców.

Ja sama po całym dniu w Santa Cruz byłam tak wyluzowana, że w pewnym momencie było mi aż ciężko chodzić. 😄



Na ulicach jest bardzo mały ruch kołowy, większość porusza się pieszo, na desce lub rowerem, ale jest to małe miasteczko, gdzie wszędzie tym rowerem, czy deską można się dostać.



Przy głównej ulicy znajduje się dużo małych sklepików z różnymi ubraniami, gadżetami i pierdółkami. Większość z nich jest w stylu hippie/surf takie jak na przykład:


"Moon zone" (Strefa Księżycowa),

"Surf City" (Miasto Surfu),

"Pacific Wave" (Pasyficzna Fala)


- nazwy mówią same za siebie.



Samo miasto ma powierzchnię 40,996 km², czyli czterokrotnie mniejszą od Częstochowy.


W sumie, można powiedzieć że całe Santa Cruz

jest wielkości trzech i pół dzielnicy, na której mieszkam.



Ludzie są bardzo mili i pomocni!

Kiedy na przykład wchodziłyśmy do sklepów, czy do hoteli z pytaniami o drogę to każdy z chęcią pomagał.


W jednym z hoteli recepcjonista był tak miły, że zaproponował nam również żebyśmy skorzystały z maszyny do lodu widząc nas z plecakami (prawdopodobnie wyglądałyśmy jakbyśmy potrzebowały ochłody - było dość ciepło😄).



Mimo tego, że Santa Cruz jest małym miasteczkiem to relaksująca atmosfera nie pozwala się nudzić; nawet jeśli na dłuższą metę miałoby do zaoferowania jedynie dnie spędzone na plaży.



Glówną atrakcją mieszkańców są fale i surfowanie,

a główną atrakcją turystów jest park rozrywki.



Osobiście marzyłam o tym, żeby poserfować w Santa Cruz, niestety w dzień w którym byłyśmy (a byłyśmy tam jedynie 10h)

nie było w ogóle wiatru...


Mieszkańcy tłumaczyli nam drogę na plaże, gdzie surfowanie mogłoby się udać w ten dzień, ale niestety ograniczony czas nam na to nie pozwolił, przynajmniej tym razem!



Mimo tak krótkiego czasu spędzonego w Santa Cruz mogę śmiało powiedzieć,

że był on wystraczjący, by zakochać się w tym "laid back city",

czyli "wyluzowanym mieście", jak określają go Amerykanie.



Obejrzyj całą prygodę z Santa Cruz!


407 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Catalina i Pandam