My Items

I'm a title. ​Click here to edit me.

Muzeum Indian Sat-Okha | Dworek Wymysłowo

Muzeum Indian Sat-Okha | Dworek Wymysłowo

Kochani Podróżnicy! Wracając z nad Polskiego morza, po drodzę do Częstochowy mój Ukochany zauważył niewielki znak kierujący do Muzeum Indian (to właśnie są uroki omijania autostrad, zawsze znajdzie się coś ciekawego po drodze). Z uwagi na moje zafascynowanie kulturą Indian, nie pytając o nic zmienił drogę. Jest to jedyne w Europie Muzeum Indian Ameryki Północnej im. Sat-Okha, w którym znajdziemy prywatne zbiory oryginalnych eksponatów indiańskich Sat-Okha, syna Polki i wodza Indian. Dworek wraz z muzeym ukryte są w środku niczego. Dworek, który jest główną atrakcją dla odwiedzających ma bardzo wiele do zaoferowania. Prócz restauracji, oferuje nocleg w tym: 18 pokoi typu standard 5 pokoi o podwyższonym standardzie 1 apartament typu studio (dwie sypialnie, salon, łazienka) 5 domków całorocznych, ogrzewanych (dwie sypialnie, salon, łazienka) Do tego w swojej ofercie ma basen, saunę, jacuzzi, boisko do piłki plażowej, spływy kajakowe, rowery, plac zabaw, bilard, stadninę koni i wiele wiele innych. Miejsce ma również rozwiniętą ofertę edukacyjną (m.in Bieg przełajowy na orientację połączony z zawodami strzeleckimi, czy zajęcia wojskowo-strzeleckie połączone z podstawami myślistwa) i ofertę biznesową wzbogaconą urokami krajobrazu; malownicze lasy, jeziora i rzeka. Wszystkie informacje dostępne są na stronie internetowej obiektu, kliknij tutaj. Mieliśmy okazję być świadkami trwających tam koloni, bądź obozu skate'owego, co świadczy o tym, że i to mają w ofercie. Gorąco polecamy odwiedzenie muzeum będąc w okolicy, jak i dworku przy każdej okazji rodzinnej, biznesowej, obozowej, czy edukacyjnej :) Cennik Muzeum: Opłata za przewodnika za grupę: 40 zł. Cena biletu ulgowego – 6 zł. Cena biletu normalnego – 8 zł Cennik Noclegów: Pokój jednoosobowy 140 zł Pokój dwuosobowy 200 zł Pokój trzyosobowy 250 zł - 270 zł Pokój czteroosobowy 300 zł Domek drewniany 450 zł - 500 zł Nocleg w namiocie 50 zł od osoby Czy mieliście okazję odwiedzić to miejsce?

Trasa widokowa przez śląskie wsie

Trasa widokowa przez śląskie wsie

Kochani Podróżnicy! Podczas mojej ostatniej, prawie 300-sta kilometrowej przygody na skuterze, w dordze powrotnej z Pustyni Błędowskiej - zabłądziłam! Jak zawsze okazało się to najlepszym sposobem do przypadkowego odkrycia, czegoś pięknego! Kierując się na Częstochowę, już na terenie Województwa Śląskiego przy granicy z Województwem Świętokrzyskim, jadąc przez Biskupice, zamiast odbić na Olsztyn postanowiłam jechać prosto wjeżdżając do wsi "Dobra", po czym kontynuowałam drogę przez "Dobra-Kolonia", jadąc w górę. Błądziłam tak ponad godzinę wolnym tempem i nie mogłam nadziwić się pięknym widokom i te zapachy wsi, nie do opisania słowami! Stare drewniane chatki, krowy pasące się tuż przy drodze, zero ruchu kołowego, rolnicy zbierający żniwa na polach. Na prawdę nie miałam ochoty stamtąd wyjeżdżać, więc nie koniecznie obierając kierunek na Częstochowę pozwoliłam sobie zagubić się na maxa. Jeździłam tak, jak drogi prowadziły przez 2 godziny i zastanawiałam się dlaczego nigdzie nie widziałam wzmianki o tych rejonach. Wydaje mi się, że każdy się ze mną zgodzi, że warto pobłądzić tam "po drodze" :)

TOP 5 - najlepsze Campingi 2021

TOP 5 - najlepsze Campingi 2021

1. Pole Campingowe "Natura" Dąbki, Darłowo Nasze tegoroczne TOP 1 to zdecydowanie camping w Dąbkach. Jesteśmy tym typem osób, którzy wspólny czas lubią spędzać z dala od cywilizacji i zgiełku, ale jednocześnie lubimy poznawać nowych ludzi. Camping w Dąbkach okazał się być idealnym miejscem do relaksu, odpoczynku, regeneracji jak i poznania nowych ludzi. Zalety: Sanitariaty urządzone wewnątrz kontenerów są nowe i czyściutkie (sprzątane na bieżąco). Dobra cena patrząc na lokalizację i to co ma do zaoferowania miejsce. 5 kilometrów prywatnej plaży! Takie luksusy tylko na tym małym cypelku na mapie. Widoki jak z filmów, a zachód słońca rozpala serce do czerwoności ! Do użytku przez Gości udostępniony jest namiot sporych rozmiarów w formie "stołówki" z telewizorem. Dla niektórych zaleta dla innych wada - odległość od miasta, hoteli i czekogolwiek. Trzeba przejechać 7km przez las, żeby dostać się do ośrodka, co w naszym przypadku okazało się nie tylko dodatkowym atutem wspomnianej wcześniej prywatności i spokoju ale kopniakiem w stronę aktywności fizycznej. Spacer do miasta między koronami drzew, a w drodzę powrotnej sam na sam z falami idąc plażą, cudo. ogólno dostępny zlew do zmywania naczyń prąd do kamperów Wady: Przydałby się lepiej zaopatrzony bar. Na miejscu jest skromna budka czynna do godziny 21:00 i nie wygórowane ceny, jednak oferują jedynie kilka pozycji które po kilku dniach mogą się znudzić. Brak aktrakcji w pobliżu, jeżeli ktoś lubi rozrywkę. brak ogólnodostępnych gniazdek z prądem, nigdzie nie można się podpiąć. brak miejsca "kuchennego". 2. Pole Namiotowe "U Kazia" Koszelówka, okolice Płocka Nie mieliśmy możliwości spędzenia większej ilości czasu "u Kazia", zracji tego że było to tylko naszym postojem w drodzę nad morze. jednak krótkie popołudnie i leniwy poranek przekonały nas, że jest to bardzo atrakcyjne miejsce i napewno wrócimy tam na dłużej. Całokształ, szczególnie wieczorem sprawił, że pocziliśmy się przez te kilka godzin jakbyśmy przenieśli się do lat 90-tych w magicznym tego słowa znaczeniu. Zalety: wielkie jezioro kulturalne środowsiko podróżnicze na miejscu dostępny również bar z muzyką i grilem przystnępna cena dookoła znajdują się inne campingi, więc można poznać więcej ludzi Wady: sanitaraty nie były na najwyzszym poziomie... Jak na te czasy zaliczami je raczej do niskiej klasy. Jeżeli chodzi o toalety, uff - brak papieru, nie przyjemny zapach i "samowolka" w tym sensie, że na przykład z toalety o wielkości pół na pół metra, wyszedł Pan z papierosem, który chwilę tam siedział. Małe toalety bez okien, a kolejka choć jednoosobowa była prawie cały czas. Adaś miał szczęście wejść do wspomnianej ubikacji po owym Panu i mało co się nie udusił w tym dymie. Pomimo tego, użekł nas całokształ miejsca, którego magia naprawdę pozwalała się poczuć jak w ostaniej dekadzie minionego wieku. 3. Pole Campingowe "U Sikory" Niedźwiady Małe, pod Licheniem Tutaj niby na trzecim miejscu, ale możemy chyba uznać, że jest na równi z wyżej wymienionym campingiem "u Kazia". Podobnie jak w Koszelówce tutaj też byliśmy tylko przejazdem podczas naszej podróży Wielkanocnej w polo-camerze. Miejsce, jak i Właściciel naprawdę wyjątkowi. Do tej pory pamiętam poranek, kiedy wyszłam z auta i stojąc na pomoście na jeziorze, spoglądając w dal podziwiałam bogactwo Kaplicy w Licheniu, która była bardzo dobrze widoczna. Zalety: jezioro rowery wodne (o ile się nie mylę) lokalizacja w środku wsi = cisza i spokój przystępna cena Wady: sanitariaty męskie mogłyby być bardziej zadbane . 4. Brzozowy Zakątek Olsztyn na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej Nie duże pole typowo namiotowe, można powiedzieć że prawie u podnóża ruin zamku. Do centrum, czyli głównej atrakcji w Olsztynie, spacerkiem idzie się około pięciu minut. Wychodząc z pola w przeciwnym kierunku, droga prowadzi przez piękną łąkę, prosto do lasu, a za plecami jak na dłoni widać całe ruiny zamku. Bardzo przyjemny klimat i spokojna społeczność podróżnicza. Zalety: świetna lokalizacja kameralnie i rodzinnie ogólno dostępna kuchnia w altanie przystępna cena sanitariaty w miarę normy Wady: prysznic na monety hałas niosący się z miasta, przy większych imprezach Zapraszamy do obejrzenia naszej pierwszej wspólnej przygody! 👇 5. Pole Namiotowe "Jaszowiec" Ustroń Tutaj...hmm... nie pojechalibyśmy tam już jako podróżnicy namiotowo/samochodowi. Jeżeli macie przyczepkę albo kampera to może być naprawdę super miejsce na dłuższy pobyt rechabilitacyjny. Jeżeli chodzi o namiot to właściciel wskazał nam miejsca, w których mogliśmy się rozbić, jednak próbując wbić kotwy na szerokości i długości około 10 metrów wszędzie było zbyt wilgotne podłoże. Skończyło się na tym, że spaliśmy w samochodzie ściśniętym gdzieś między płotem a przyczepami. Do tego w niedzielny poranek, około godziny 7 rano Pan mieszkający w jednej z przyczep campingowych zaczął kościć trawę, co nie pozwalało w pełni cieszyć się dźwiękami natury. Zalety: lokalizacja zaraz przy rzece Wiśle usytuowany niedaleko ścieżki pieszo-rowerowej prowadzącej do centrum duży teren na miejscu dostępny bar dość zadbane i nie zatłoczone sanitariaty ogólno dostępne gniazdka Wady: brak podróżników "kilkudniowych" wilgotny teren brak atrakcji na terenie campingu wysoka cena względem tego, co ma do zaoferujowania Nie wiem, czy możemy zaliczyć kolejny podpunkt do wad, bo to sama natura, jednak lepiej uważać. Na terenie, przy rzecze, gdzie mieliśmy rozbity namiot kręcił się wąż, może groźny, może nie. Takie zjawisko byłoby normalne śpiąc na dziko w naturze, jednak jeżeli już decydujemy się na miejsce, za które płacimy w celu "schronienia" i ogólnego poczucia bezpieczeństwa wolimy nie mieć takich niespodzianek. =D A jaki jest wasz TOP 1 camping na ten rok?

Beskid Śląski na niedzielę - Ustroń

Beskid Śląski na niedzielę - Ustroń

Kochani Podróżnicy! Macie jeden dzień wolnego i chcielibyście pojednać się z naturą? Nie jesteście sportsmenami, ale chcielibyście aktywnie i za razem spokojnie spędzić czas? Ustroń jest idealnym kierunkiem. Ostatnio mieliśmy trochę czasu do dyspozycji i wiedzieliśmy jedno - kierunek góry! Pierwszym pomysłem były Pieniny, jednak trafiliśmy w Beskid Śląski. Dojechaliśmy w Sobotę po południu, rozbiliśmy namiot przy Wiśle na polu campingowym (45 zł/doba)... ... i całe popołudnie spędziliśmy ciesząc się dźwiekami natury. Śpiew ptaków, szum płynącej rzeki, szelest liści poruszanych wiatrem - czego więcej chcieć? Na drugi dzień ruszyliśmy pieszo do centrum Ustronia, które jednak nie miało do zaoferowania tylu atrakcji, żeby wypełnić nimi cały dzień, więc szybko zmieniliśmy kierunek na Czantorie. Kiedy dotarliśmy na miejsce, przed "wspinaczką" zjedliśmy obiad w restauracji u podnórza góry. Ceny przerosły nasze oczekiwania, bo za posiłek jednodaniowy bez napoju zapłaciliśmy 30zł, jednak widoki były na tyle przyjemne że zawyżona stawka nas nie przestraszyła. Wstając od stołu i udając się schodami w górę dotarliśmy do kasy biletowej, gdzie można było zakupić różne warianty podróży: Bilet Normalny: Góra - dół 29 zł lub bilet w jedną stronę 21 zł Wejście i zejście pieszo z Czantorii jest bezpłatne. Kiedy już dotarliśmy na górę zastaliśmy kilka atrakcji, takich jak: tor saneczkowy, który funkcjonuje rówież latem restaurację bar stoisko, gdzie można zakupić zdjęcie, które robione jest podczas wjazdu kolejką Po torze saneczkowym, napoju i deserze z widokami na góry można ruszać dalej! Schodząc kieruje nas czerwony szlak, który ładnie prowadzi drogą pod koronami drzew lub druga droga, którą jest stok narciarski. Wyprawa na Czantorię może być jednodniową lub kilkugodzinną atrakcją, wedle uznania, dla nas była to kilkugodzinna przygoda. Prócz Czantorii i Równicy znajedziemy tutaj również inne atrakcje, jednak to właśnie te dwie są znakiem rozpoznawczym Ustronia. Kierując się nieco poza granice miasta można wjechać wyciągiem krzesełkowym na Palenice lub zostając w obrębach miasta udać się do źródła wód leczniczych, leśnego parku niespodzianek, czy też na Główny Szlak Bezkidzki. Ustroń to idealne miejsce na jedno lub dwudniową indywidualną wyprawę, albo tygodniowy pobyt w jednym ze słynnych uzdrowisk.

Jezioro Turkusowe przy Koninie

Jezioro Turkusowe przy Koninie

Kochani Podróżnicy! Odkąd tylko przypadkowo wpadliśmy na zdjęcie jeziora na internecie nie wychodziło mi ono z głowy, byłam go bardzo ciekawa, ale nigdy nie było po drodzę. Na Wielkanoc postanowiliśmy obrać za kierunek podróży. Czym jest Jezioro Turkusowe Wbrew temu czego się spodziewałam nie są to wody zdatne do kąpieli. Sztuczne jezioro jest pozostałościami po odkrywce węgla brunatnego. Powstało ono w latach 70-tych, kiedy zalano wyrobisko wodą i choć wygląda pięknie, to jest jedynie miejscem odprowadzanych odpadów z elektrowni, które w wyniku mineralizacji zabarwiły wodę na turkusowy kolor. Zdjęcie ze strony: www.kwbkonin.pl Co warto wiedzieć Kąpiel w jeziorze jest zakazana i niebezpieczna z uwagi na silny zasadowy odczyn wody. Chcąc zrobić zobie zdjęcie na tle wody trzeba dobrze trafić na punkt widokowy ponieważ zejście do wody jest przesiane drzewami i odgrodzone usypanymi górkami, więc ciężko podejść blisko żeby zrobić wyraźne zdjęcie wody. Najlepiej udać się w sezonie wiosennym, kiedy korony drzew są jeszcze "gołe", ponieważ mamy gwarancję że uda nam się zobaczyć turkusowe wody, a do tego być może trafimy na warunki pogodowe, które umocnią efekt Malediwów. Zaspokoiłam swoją ciekawość co do tego miejsca, jednak jeśli mam być szczera nie jechałabym z innego województwa tylko po to, żeby je zobaczyć. Na szczęście niedaleko Konina znajduje się Licheń, a to już miejsce które zdecydowanie warto zobaczyć,

Legenda o Czarnym Rycerzu

Legenda o Czarnym Rycerzu

Kochani Podróżnicy ! Będąc w Będzinie, poznaliśmy ciekawą legendę o Czarnym Rycerzu odwiedzającym Zamek Będziński. Pozwólcie, że wam ją opowiem... 🏰 🏰 🏰 W pierwszej połowie XV wieku burgrabią Zamku Będzińskiego był Mikołaj Kornicz Siestrzeniec. Pomimo ważnych funkcji, jakie pełnił, był raczej konfliktową osobą i dopuszczał się czynów niegodnych rycerza. Zdjęcie udostępnione przez Muzeum Zagłębia w Będzinie Pewnego dnia jego uwagę zwróciła uroda jednej z mieszkanek Będzina. Młoda dziewczyna pochodzenia żydowskiego o imieniu Sura oczarowała Mikołaja, który całkowicie oszalał na jej punkcie, jednakże po nieudanych zalotach zakochany Kornicz rozzłoszczony faktem, że Sura nie odwzajemnia jego uczuć, uwięził ją w swym dworze w Wiesiółce. Zdjęcie udostępnione przez Muzeum Zagłębia w Będzinie Razu jednego udał się on do owej Wiesiółki i nachalnie zaczął zabiegać o względy Sury. Po (kolejnych) nieudanych próbach zalotów, w szale gniewu, kiedy dziewczyna próbowała oswobodzić się z jego objęć, Mikołaj zabił ją przebijając jej pierś czekanem. Konająca dziewczyna ostatnim tchem zdążyła przekląć burgrabię słowami: „Bodajby Jehowa pomścił moje krzywdy i oby twoje ciało rozszarpały kruki”. Po śmierci Sury Mikołaj Kornicz żył jak dotychczas i nie zmienił swojego postępowania - rabował, napadał sąsiadów, wdawał się w konflikty... trwało to do czasu, kiedy Król, na skutek licznych skarg na postępowanie Kornicza postanowił ukrócić jego samowolę stawiając go przed sądem. Ilustracja udostępniona przez Johnatan'a Correa Oczekując na wyrok Kornicz przebywał na Zamku, martwiąc się i denerwując, jaki los go spotka. Zrezygnowany zamknął się w zamkowej wieży i spodziewając się, że wyrok nie będzie dla niego korzystny, popełnił samobójstwo skacząc z okna na dziedziniec zamkowy. Rozbitą głowę Kornicza odcięto i pochowano, a ciało pozostało na dziedzińcu i zgodnie ze słowami, którymi przeklęła go Sura, stało się ucztą dla kruków. Pozostałe resztki ciała burgrabiego zostały pogrzebane pod murem zamkowym. Jak głosi legenda, Duch Czarnego Rycerza ukazuje się teraz na zamku, chodząc po murach w towarzystwie młodej kobiety niosącej jego głowę.

Naturalne świece ręcznie robione

Naturalne świece ręcznie robione

Kochani Podróżnicy! Na blogu pojawiła się nowa zakładka "Sklep", w której znajdziecie ręcznie robione, naturalne świece naszej produkcji, między innymi z wosku pszczelego. Dlaczego postanowiliśmy dodać do Catch the PLANE & get INSANE akurat świece i co mają one wspólnego z podróżami? Otóż, ja sama, podróżując przez ostatnie 7 lat byłam przywiązana do tego małego "skrawka" domu i chciałabym podzielić się swoimi odczuciami, żebyście mogli zrozumieć dlaczego. Gdziekolwiek nie byłam w świecie, zawsze miałam przy łóżku świecę, która pozwalała mi odczuć, choć odrobinę domowego ciepła, którego czasami brakowało. Zaczęłam podróżować w dość młodym wieku, bo jak miałam zaledwie 18 lat. Wyruszyłam w świat, sama, niczym marynarz szukając przygód, a świeca była moją latarnią, do której wieczorami przybijał mój okręt po burzliwym rejsie na nieznanych wodach. Przyznaję, że na początku ten element podróży, był jedynie nawykiem, aby móc spędzić wieczór przy herbatce i płomyczku. Z czasem jednak ten czas podsycony płomieniem stał się czymś więcej niż tylko rutyną, stał się wyjątkowy... Dziś, świeczka sama w sobie kojarzy mi się z relaksem, z moich doświadczeń, dlatego że właśnie wtedy, kiedy miałam chwilę dla siebie między przygodą, a pracą relaksowałam się w jej zaciszu, czy to na plaży na Wyspach Kanaryjskich, czy to na hamaku w górach w Kaliforni, czy w Connecticut nad jeziorem. Nieświadomie udało mi się zamknąć podróże w szklanym pojemniku. Każdy zapach powiązał się z konkretnym miejscem, każdy płomień zakodował w pamięci konkretną chwilę i każda świeca stała się skrzynią wspomnień. Dlatego też świece Catch the PLANE & get INSANE, nie są zwyczajnymi świecami tworzonymi hurtowo - każda z nich ma swoją magię; inną dla mnie, inną dla Ciebie, ale dla każdego wyjątkową, a to dlatego że wy sami ją tworzycie. Nasze świece powstały z miłości do życia i z szacunku do matki natury, dlatego z czystym sercem polecamy je wszystkim, gwarantując że nie znajdziecie dwóch takich samych, a co najpiękniejsze to wy sprawicie że staną się wyjątkowe i niepowtarzalne. Wybierz swoją świecę klikając tutaj

Zamek Będziński, czyli 700-letni świadek historii Polski

Zamek Będziński, czyli 700-letni świadek historii Polski

Kochani Podróżnicy! Ostatnio mieliśmy okazję odwiedzić Będzin, a konkretnie Zamek położony na wzgórzu nad brzegiem rzeki Czarnej Przemszy. Według legendy została ona przeklęta przez diabła zwanego Borutą, który to wypowiadając słowa: "Obyś zawsze czarne wody miała..." sprawił, że od tego czasu wody rzeki rzeczywiście stały się czarne. Ale o tym w kolejnych wpisach! :) Zdjęcie udostępnione przez Muzeum Zagłębia w Będzinie Historia Zamku Będzińskiego jest mocno związana z przejęciem panowania nad Śląskiem przez Czechów, a obecna "wersja" Zamku jest rekonstrukcją z lat 1952-1956 utworzona pod kątem muzeum. Według jednej z Legend nazwa Będzin wzięła się od imienia Rycerza Bendy. Według innej historii wzięła się ona ze słów Króla Kazimierza Wielkiego, który przyjechał do Będzina mówiąc "tu będziem my" stąd nazwa "Będzin". Dlaczego warto odwiedzić Zamek w Będzinie? Między innymi dlatego, że decydując się na tą przygodę zobaczymy o wiele więcej niż tylko średniowieczną warownię obronną. Na pozór niczym nie różniący się od innych Zamek Będziński skrywa w swych wnętrzach nie tylko wyjątkowo ciekawą historię, ale także muzeum poświęcone dziejom zamku, miasta, broni i uzbrojenia. Zdjęcie udostępnione przez Muzeum Zagłębia w Będzinie Prócz Muzeum możemy również zwiedzić: ➳ Podziemia Będzińskie ➳ Dom modlitwy "Mizrachi" ➳ Wzgórze zamkowe ➳ Pałac Mieroszewskich ➳ Mury miejskie + samą rzekę wspomnianą wcześniej, która była niegdyś granicą Państwa Polskiego. Pokrótce o historii Zamku XIV wiek W latach czterdziestych Kazimierz Wielki, do stojącej na wzgórzu wieży ostatecznej obrony (z drugiej połowy XIII wieku), dobudowuje część mieszkalną i wieżę czworoboczną, otoczone dwoma murami obwodowymi. ♛ Zamek został wzniesiony z miejscowego kamienia. Warto wiedzieć, że stołpy (wieża) nie były zamieszkiwane w czasie pokoju – miały funkcję obronną ♛ Początek XVII wieku Część miasta trawi ogień, razem z zamkiem. Zostaje odbudowany, ale już nie w charakterze obronnym lecz reprezentacyjnym. Koniec XVII wieku Budowla popadła w ruinę. XIX wiek Planowanie rozbiórki ruin zamku. Zachwyca on jednak Hrabiego Raczyńskiego, który to w roku 1834 zatrudnia architekta włoskiego pochodzenia Franciszka Maria Lanci i zapobiega rozbiórce zamku. - - - - - - ♛ Podczas dwudziestolecia międzywojennego zaczyna powstawać kolejny plan odbudowy, którego nie udaje się wprowadzić w życie ze względu na wybuch wojny. Do koncepcji odbudowy zamku powrócono dopiero po II wojnie światowej. ♛ XX wiek Odbudowa zamku do wersji, którą znamy obecnie i przekazanie go na siedzibę Muzeum Zagłębia w Będzinie. Zwiedzanie Zamku Zwiedzanie jest bardzo obfite w informacje. My mieliśmy przyjemność zwiedzać muzeum w towrzystwie Pani przewodnik, która oprócz przekazywania wiedzy przybliżyła nam realia życia w przeszłości. Słuchając jej mieliśmy wrażenie jakbyśmy słuchali kogoś kto był świadkiem wszystkich wydarzeń o których teraz opowiada. Niesamowite! Ogrom wiedzy, znajomość szczegółów i przykładanie wagi do detali, które dopełniały całą scenerię w wyobraźni. Zdecydowanie wybierając się na zamek warto zdecydować się na towarzystwo przewodnika. Jestem pewna, że zwiedzając samemu ta podróż w czasie nie byłaby tak magiczna. Co możemy zobaczyć w Muzeum? • ryciny • monety • fotografie, obrazy • uzbrojenie ochronne (zbroje wydają się bardzo malutkie, a to dlatego że nasi przodkowie różnili się od nas wzrostem. Według ustaleń antropologów przeciętny mężczyzna mierzył 165-170cm, a kobieta 155-160cm.) • akcesoria strzeleckie • wystawę poświęconą Żydom • pieczęć Króla Kazimierza Wielkiego • jedną z największych w Polsce kolekcji broni palnej, białej, myśliwskiej i artyleryjskiej Cenik ze strony Zamku: https://www.muzeumzaglebia.pl/ Przystosowanie turystyczne DZIECI Jeżeli wybieracie się z wózkiem dziecięcym najprawdopodobniej najlepszym rozwiązaniem będzie zaopatrzenie się w chustę do noszenia dziecka lub nosidełko, z racji że poruszanie się po zamku z wózkiem może być utrudnione. Jeżeli dziecko jest starsze zwiedzanie z przewodnikiem może nie być dla niego najlepszą atrakcją, ale na pewno eksponaty w muzealnych gablotach zaciekawią je na tyle żeby rodzic mógł cieszyć się opowieściami tuż obok. Również na dziedzińcu zamkowym jest przestrzeń po której można swobodnie się poruszać, jeśli dziecko straci zainteresowanie. PARKING I OSOBY STARSZE Zaparkować możemy tuż przy Zamku, co jest dużym ułatwieniem na przykład dla osób starszych, które również nie powinny mieć problemu ze zwiedzaniem. W każdej sali jest ławeczka, na której mogą usiąść i odpocząć. Jedyną trudnością mogą okazać się schody na ostatnie piętro zwiedzania i Stołp, do którego prowadzą długie, kręte schodki. Z wyżej wspomnianego piętra mamy dostęp do widoku na: • Park • Stołp • Górę Syberkę • Aleję Kołłątaja • Wzgórze Zamkowe • Pałac Mieroszewskich • Rekonstrukcję Wału • Kościół Świętej Trójcy • część Starego Miasta TURYŚCI ZAGRANICZNI Muzeum oferuje zwiedzanie obiektów z przewodnikiem oprowadzającym w języku angielskim. Zamek miał wiele "wzlotów i upadków", wiele renowacji i wiele razy powstał niczym Feniks z popiołu, co moim zdaniem dodaje jego historii charakteru. Gościł królów i był świadkiem wielowiekowej historii Polski. Jeżeli chcecie spędzić ciekawy dzień, podążając szlakami królów, jest to zdecydowanie miejsce dla was! A jeżeli już mieliście okazję odwiedzić Będzin to podzielcie się wrażeniami w komentarzu. 😉 Specjalne podziękowania dla personelu Zamku Będzińkiego, który na prawdę przykłada się do tego, by każdy odwiedzający odbył niepowtarzalną podróż w czasie. 👏

Chusty wielofukcyjne od HippieHabits

Chusty wielofukcyjne od HippieHabits

Kochani Podróżnicy! Niejednokrotnie zastanawiałam się nad nabyciem chusty wielofukcyjnej, jednak zawsze coś odwracało moją uwagę, aż do czasu, kiedy trafiłam na stronę HippieHabits na której w końcu te chusty do mnie przemówiły. Chusty zdobią piękne, oryginalne i niepowtarzalne wzory, ale prócz estetyki są bardzo praktyczne. Cechują się również wysokiej jakości lekkim i bezszwowym materiałem. Chusty chronią przed ostrymi promieniami słonecznymi, mrozem, oraz silnym wiatrem. Jednym słowem właściwości termiczne spełniają potrzeby podróżników i nie tylko! Na stronie HippieHabits znajdziemy wiele wzorów, które są na tyle rozmaite, że na pewno każdy coś dla siebie wybierze, od wzoru Surf Time, poprzez Hippie Dreams, aż do krainy zen z projektem Aham Brahmasmi. Dużą zaletą chust jest jej niewielki rozmiar, co pozwala nam na to by zawsze mieć ją przy sobie. 5 przykładów jak nosić chustę 1. Czapka 2. Kominiarka 3. Opaska na głowę 4. opaska na rękę 5. maseczka ochronna Dlaczego HippieHabits? HippieHabits są nową na rynku marką produkującą odzież sportową w stylu Hippie / Boho, ale nie tylko. Są podróżnikami kochającymi przygody, więc wiedzą dokładnie jak stworzyć idealny produkt dla wyjątkowego nabywcy. Mnie osobiście przekonało ich motto: "Slow hippie life, beautiful hippie habits" w wolnym tłumaczeniu "Powolne hipisowskie życie, piękne hipisowskie nawyki" - pełen spokój i jedność z naturą. Ich produkty są tworzone w Polsce przy użyciu polskich materiałów, co czyni je unikatowymi. HippieHabits oferują również wykonanie wybranych produktów na miarę, jeżeli standardowe rozmiary nie pasują do naszych indywidualnych. Wybierzcie cos dla siebie KLIKAJĄC TUTAJ

Santa Cruz, CA - miasto surferów

Santa Cruz, CA - miasto surferów

Kochani Podróżnicy! Zanim jeszcze wiedziałam, czy kiedykolwiek będę w Santa Cruz wyobrażałam sobie to miasteczko jako bardzo wyluzowane, gdzie ludzie chodzą po ulicach z deskami surfingowymi pod pachą i jeżdżą deskorolkami - typowo jak w amerykańskich filmach. Kiedy już dojechałyśmy do Santa Cruz było dokładnie tak, a nawet jeszcze bardziej filmowo! Zważając na fakt, że w Kaliforni palenie ziółka jest legalne mogę chyba śmiało założyć, że 95% ludzi z którymi miałyśmy kontakt byli na haju. Nie wiem, czy to wpływ pozytywnych wibracji, czy może czegoś innego unoszącego się w powietrzu, ale będąc w tym małym surferskim raju zapomniałam, co to jest stres. Naprawdę zapomniałam! Ta definicja tam zanika, rozmywa się, głowa staje się lżejsza, a mięśnie automatycznie się rozluźniają. Od razu przesiąknęłyśmy tym spokojem, który emanuje od mieszkańców. Ja sama po całym dniu w Santa Cruz byłam tak wyluzowana, że w pewnym momencie było mi aż ciężko chodzić. 😄 Na ulicach jest bardzo mały ruch kołowy, większość porusza się pieszo, na desce lub rowerem, ale jest to małe miasteczko, gdzie wszędzie tym rowerem, czy deską można się dostać. Przy głównej ulicy znajduje się dużo małych sklepików z różnymi ubraniami, gadżetami i pierdółkami. Większość z nich jest w stylu hippie/surf takie jak na przykład: "Moon zone" (Strefa Księżycowa), "Surf City" (Miasto Surfu), "Pacific Wave" (Pasyficzna Fala) - nazwy mówią same za siebie. Samo miasto ma powierzchnię 40,996 km², czyli czterokrotnie mniejszą od Częstochowy. W sumie, można powiedzieć że całe Santa Cruz jest wielkości trzech i pół dzielnicy, na której mieszkam. Ludzie są bardzo mili i pomocni! Kiedy na przykład wchodziłyśmy do sklepów, czy do hoteli z pytaniami o drogę to każdy z chęcią pomagał. W jednym z hoteli recepcjonista był tak miły, że zaproponował nam również żebyśmy skorzystały z maszyny do lodu widząc nas z plecakami (prawdopodobnie wyglądałyśmy jakbyśmy potrzebowały ochłody - było dość ciepło😄). Mimo tego, że Santa Cruz jest małym miasteczkiem to relaksująca atmosfera nie pozwala się nudzić; nawet jeśli na dłuższą metę miałoby do zaoferowania jedynie dnie spędzone na plaży. Glówną atrakcją mieszkańców są fale i surfowanie, a główną atrakcją turystów jest park rozrywki. Osobiście marzyłam o tym, żeby poserfować w Santa Cruz, niestety w dzień w którym byłyśmy (a byłyśmy tam jedynie 10h) nie było w ogóle wiatru... Mieszkańcy tłumaczyli nam drogę na plaże, gdzie surfowanie mogłoby się udać w ten dzień, ale niestety ograniczony czas nam na to nie pozwolił, przynajmniej tym razem! Mimo tak krótkiego czasu spędzonego w Santa Cruz mogę śmiało powiedzieć, że był on wystraczjący, by zakochać się w tym "laid back city", czyli "wyluzowanym mieście", jak określają go Amerykanie. Obejrzyj całą prygodę z Santa Cruz!

Legenda zamków Mirów i Bobolice

Legenda zamków Mirów i Bobolice

Kochani Podróżnicy! Jak głosi legenda, pierwszymi właścicielami zamków byli bracia Mir i Bobol, od ich imion powstały nazwy miejscowości - "Mirów" i "Bobolice". Bracia podczas wojen walczyli wiernie u swego boku, ramię w ramię, miecz w miecz, a cennymi łupami zbieranymi po walkach dzielili się uczciwie po połowie. Mając na uwadzę pokaźną ilość łupów postanowili połączyć dwa zamki podziemnym tunelem i ukryć tam skarby. Tunelu strzegła czarownica tak straszna, że sam jej wygląd wystarczał by przeganiać złodziei. foto: https://www.artstation.com/artwork/0X4Gky Pewnego dnia prócz łupów Bobol przywiózł ze sobą na zamek większy skarb niż każdy inny zdobyty do tej pory... Była to wybranka jego serca, w której z czasem zakochał się też i Mir. foto: Izabela Siwek & www.wayfarer.pro Los chciał, że więź małżeńska połączyła Pannę z Bobolem, zsyłając na Mira ból odrzucenia. Jednak okazało się, że owa Dama darzyła uczuciem nie tylko swego małżonka, ale i jego brata. By móc celebrować swą miłość postanowili więc z Mirem uciekać po kryjomu nocami do podzamkowego tunelu, w czasie gdy czarownica udawała się na sabat. Jednak pewego razu Bobol nakrył dwójkę kochanków! W szale gniewu i zazdrości chwycił za miecz i bezmyślnie zabił swego brata, a żonę kazał zamurować w zamkowej wieży. Legenda głosi, że do dziś Dama odziana w biel smutnie wpratrująca się w zamek Mirów pojawia się w oknie wieży na zamku Bobolice. Mieliście okazję ją ujrzeć? 😉 Zapraszam na oficjalny kanał YouTube: Kliknij Tutaj

Legenda Kuekuatsu

Legenda Kuekuatsu

Pracujac na campie w Kaliforni opowiadaliśmy dzieciakom różne legendy. Jedna wyjątkowo trafila w moje serce od momentu, kiedy po raz pierwszy ją usłyszałam i stała się ona moją ulubioną. Pozwólcie, że wam ją opowiem. Niegdyś Księżyc, nazwę ją Luna, oddała swe serce jedynej prawdziwej miłości, lecz dziś jest samotna ponieważ musiała pozwolić mu odejść. Jej kochanek nosił imię Kuekuatsu. Żyli razem w świecie duchowym i co noc przemierzali razem gwiazdy nie kochając nigdy wcześniej nikogo po za sobą. Byli razem szczęśliwi, stworzeni by dzielić właśnie tę miłość, ale ta nie była im dana na zawsze. Był jeszcze ktoś w świecie duchowym, kto też kochał Lunę - nazywał się Trickster. Pragnął jej na wyłącznąść. Rozmyślał i knuł jak to osiągnąć, aż wpadł na genialny pomysł. Pewnego dnia podszedł Kuekuatsu i powiedział mu, że jeśli za nim pójdzie to pokaże mu coś pięknego. Tak więc zeszli na ziemię i wędrowali, aż dotarli na polanę pełną dzikich kwiatów, z których najpiękniejszym był krzew dzikiej róży. Kuekuatsu zatrzymał się zachwycony pieknem róż, po czym po chwili zapytał "Czyż nie byłby to idealny prezent dla niej?" - Trickster przytaknął. Kuekuatsu sięgnął po nie, jednak w pośpiechu zapomniał o czymś ważnym. Zbierał tyle róż ile mógł. Mimo tego że ich kolce go raniły wiedział, że ból ten jest wart uśmiechu Luny. Zastała go noc i pojawiła się ona. Zmieszana nie widząc swego ukochanego szukała go i szukała, aż w końcu dojrzała Kuekuatsu w polu. Z radości jej blask lśnił mocniej niż zazwyczaj i natychmiast do niego dotarł. Kuekuatsu chciał się do niej zbliżyć by podarować jej bukiet róż, ale nie mógł... Zapomniał o tym, że ten który raz opuści świat duchowy już nigdy nie będzie mógł do niego powrócić. Przepraszał ją próbując wyjaśnić, że zrobił to z miłości. Zrozumiała i została przy nim tak długo jak tylko mogła. Oboje dzielili łzy tej nocy, a płacz Kuekuatsu trwał tak długo, że po czasie przerodził się w wycie. W końcu nadeszła chwila w której Luna musiała go opuścić. Nagle pojawił się Trickster żeby ją pocieszyć, ale ona wiedziała, że to z jego winy nie może być ze swym ukochanym. Przegnała go zakazując powrotu do świata duchowego. Kuekuatsu nie mogąc powrócić do swojego świata przybrał postać wilka. Teraz on i jego ukochana spotykają się co noc, lecz pozostaje mu jedynie łkająca pieśń o marzeniu by znów ją spotkać... Tak więc Księżyc co noc oświetla mu drogę, a on wyje z nadzieją, że jego pieśń do niej dotrze.