My Items

I'm a title. ​Click here to edit me.

TOP 10 atrakcji w Jastrzębiej Górze

1. Plaża Jeżeli chcecie poczuć się jak w ciepłych krajach będąc nad Polskim morzem to plaża w Jastrzębiej Górze spełni to marzenie! Moje odczucie podczas pierwszych odwiedzin plaży to - Karaiby. Bieluteńki piasek i szeroka plaża jak z broszury reklamowej Dominikany. Brakuje tylko palm i drinków w łupince kokosowej. Na przestrzeni lat dużą część plaży zabrało morze, więc nie tak dawno na nowo ją nawieziono. Można powiedzieć, że jest świerzynką i przyciąga ludzi z całej Polski i nie tylko. Od wschodu kamienista, a od zachodu piaszczysta. ≪━─━─━─━─◈─━─━─━─━≫ 2. Jastrzębski klif Unoszący się na 60 metrów klif okazał się być jedną z moich ulubionych atrakcji podczas pobytu w Jastrzębiej Górze. Łatwy i przyjemny dostęp, a wzdłóż klifu prowadzi przyjemna dróżka gwarantująca piękny widok na rociągające się pasmo plaży i morza. ≪━─━─━─━─◈─━─━─━─━≫ 3. Muzem Figór woskowych Miałam przyjemność odwiedzić muzeum figur woskowych Madame Tussauds na Hollywood Boulevard w Los Angeles, co możecie zobaczyć klikając tutaj i muszę przyznać, że niczym się nie równa z muzeum w Jastrzębiej Górze. Nasze nadmorskie muzeum posiada BARDZO realistyczne figury w porównaniu z tymi Hollywódzkimi, a do tego nie drogi wstęp. ≪━─━─━─━─◈─━─━─━─━≫ ≪━─━─━─━─◈─━─━─━─━≫ 4. Dom Whiskey Cos dla Whiskopijców! Zdecydowanie jest to miejsce stworzone z miłości do tradycji. Pasjonaci whiskey z całej Polski przyjeżdżają właśnie tutaj. Ten raj urzeka i skrada serca kolekcjonerów, wielbicieli i amatorów naszego Kraju i nie tylko. 5. Wąwóz Lisi Jar Co mnie najbardziej urzekło to mikroklimat jaki oplata szlaki. Niepozorny wąwóz osiąga głębokość do 50 metrów i jest częścią Nadmorskiego Parku Krajobrazowego. Według legendy Rozewskiej hrabia de Rosset postawił tutaj pierwsze w Polsce schronisko turystyczne o nazwie "Nad Lisim Jarem", w którym to gościł sam Zygmunt III Waza po nieudanej wyprawię po koronę Szwecji. ≪━─━─━─━─◈─━─━─━─━≫ 6. Gwiazda Północy Jest to kamień, a dokładniej pomnik powstały w 2000 roku wskazujący najbardziej wysunięty na północ Polski punkt o współrzędnych 54°50′08,8″N18°18′00,5″E. ≪━─━─━─━─◈─━─━─━─━≫ 7. Latarnia rozewie Jest najstarszą tego typu budowlą na Polskim wybrzeżu. Wewnątrz latarni możemy odwiedzić muzeum pełne zbiorów polskich latarni morkich. Możemy zobaczyć różwnież pomnik, który stanął na uczczenie pamięci objęcia w 1920 roku Pomorza przez Wojsko Polskie oraz popiersie Stefana Żeromskiego i pamiątki po nim znajdujące się w muzeum. 8. Władysławowo Dlaczego by nie wyskoczyć na obiad, czy zakupy do Władysławowa, które oddalone jest jedynie o 8 kilometrów od Jastrzębiej Góry. Rowerem jedzie się 20 minut, droga jest przyjemna i ciekawa. Fajna alternatywa na pochmurny dzień jako odpoczynek od plażowania, ale i spacer w ciepły dzień. 9. Chałupy Piękne Chałupy również można zobaczyć podczas okolo godzinnej wyprawy rowerowej na trasie 16 kilometrów. Uważam, że będąc tak blisko szkoda byłoby ominąć taką atrakcję jak osada rybacka z 1664 roku. Możemy tam spędzić dzień na kajcie albo po prostu serfując. 10. Hel Najdalsza z atrakcji od centrum Jastrzębiej Góry, ale w końcu to Hel! 40 kilometrów, 40 minut autem i jesteśmy w jednym z najpopularniejszych miast w Polsce. Muzea, park linowy, promenada i cały dzień wypełnia się atrakcjami. www.polskieszlaki.pl

Medytacja zmienia życie

Zastanawialiście się kiedyś o co tak naprawdę chodzi z tą całą medytacją? Czym ona jest i jakie ma działanie? A może chcieliście spróbować, ale zawsze kończyło się dekoncentracją w wyniku czego ten zamiar z czasem odchodził w dal? Na moim przykładzie i przykładach osób, które znam przekonam was, że medytacja może zmienić i uleczyć wszystko, a do tego sprawić że będziecie przyciągać jedynie pozytywne zdarzenia i ludzi! Na początku chciałabym zacząć anegdotką z mojego życia. W 2016 roku Pani neurolog oznajmiła mi, że mam początki nerwicy lękowej. W 2009 roku miałam lekki atak serca, malutki. Podczas gry w kosza nagle zaczęło mi dygotać serce, zrobiło mi się ciemno przed oczami i chwilowo się wyłączyłam. Po tym incydencie zdażyło się to jeszcze kilka razy w przeciągu kilku lat. Zazwyczaj działo się to podczas sportu, lub większego wysiłku, a że piłam dość duże ilości napoji energetycznych, to myślałam, że one są przyczyną ataków, więc nawet nie dzieliłam się z nikim tym co się działo. W roku 2014 zrobiliśmy ze znajomymi wypad do lasu poza miastem, skąd przez atak prędko musiała mnie zgarnąć Mama, z którą pojechałyśmy do szpitala. Wszystkie wyniki, w tym EKG, wyszły idealnie, ale lekarz przepisał mi lek, który miałam brać w razie takiego ataku. Od roku 2015 roku zaczeło się to nasilać. Zdarzały się częściej i były mocniejsze. Doszło do tego, że pewnego dnia kiedy pracowałam na Lanzarote, podczas próby zemdlałam. W tym samym sezonie, nie długo po tym incydencie nie byłam w stanie przez nie w pełni uczestniczyć w show, co za tym idzie prawidłowo wykonywać swojej pracy. Szef wysłał mnie do kardiologa, do którego nie udało mi się dotrzeć z przyczyn osobistych. W 2016 roku, kiedy przyleciałam do Polski między podróżami poszłam na imprezę. Weszłam, usiadłam przy stole, po czym z nikąd dopadł mnie niewiarygodnie mocny atak, jak nigdy wcześniej. Nie miałam przy sobie leków, wszyscy byli spanikowani i nie wiedzieli co robić. Jeden znajomy, który przy mnie siedział myślał, że umieram, dosłownie. Na szczęście byłam nie daleko od domu, więc kazałam im dzwonić po Mamę, która w trybie natychmiastowym zjawiła się z lekiem, po czym odeskortowała mnie do domu. Zmierzyła mi ciśnienie, które było niepokojące wysokie, a puls dwukrotnie przekroczył normę. Na drugi dzień miałam jechać do pracy do Francji. Wstałam, zebrałam się i ruszyłam na dworzec. Po drodze, kolejny atak. Zawróciliśmy i niestety nie byłam w stanie już jechać... Mój pobyt w Polsce się wydłużył... Chodziłam po lekarzach, specjalistach, miałam wszelkie badania, holtery, aż w końcu podejrzenie o niedomykalność zastawki przy aorcie... Pewnego dnia Mama wzięła mnie do neurologa. Opisałam dokładnie objawy i Pani bez wachania rzuciła diagnozę (z którą się oczywiście nie zgadzałam, bo przecież zawsze byłam spokojna, ja i nerwica? pfff... nie, nieee...) Pani doktor przepisała mi kuracje i krótko po tym wyleciałam na kolejną przygodę. Ataki pojawiały się, choć już w mniejszym natężeniu. Czas na sedno! Odkąd medytuję, ani razu nie miałam ataku, a kiedy czuję że jest blisko jestem w stanie go całkowicie wykluczyć. Medytacja mnie uzdrowiła! Czym jest medytacja? Bardzo dużo osób myli medytację z autohipnozą, co jest ogromnym błędem. Podczas medytacji jesteśmy całkowicie świadomi i mamy pełną kontrolę nad swoim umysłem, w przeciwieństwie do autohipnozy, gdzie zmieniamy nasz stan świadomości i wchodzimy w nieświadomy trans. Co jest celem medytacji? "Kontroluj swoje myśli, ommm..." Nie. Celem nie jest zapanowanie nad swoimi myślami, ale opanowanie sztuki polegającej na tym, że myśli płyną wolno, podczas gdy my jedynie biernie się im przyglądamy. Widzimy je ale ich nie dotykamy, jak wodospad który podziwiamy z oddali, lecz nie wchodzimy pod jego strumień. Nie kontrolujemy ich, tylko nie pozwalamy im kontrolować nas. W medytacji chodzi o dążenie do całkowitej obecności w danej chwili - doświadczenia jej, odczucia i uzmysłowienia. Kiedy mogę powiedzieć, że udało mi się osiągnąć ten cel? Udana medytacja jest kwestią indywidualną. W moim przypadku pierwsza sesja, która naprawdę połączyła mnie z chwilą obecną jednocześnie uwalniając umysł, miała miejsce po około 8 miesiącach regularnej medytacji. To było coś niesamowitego, nie do opisania słowami, niepowtarzalne. Każda medytacja ma swój unikatowy charakter i jest nie zastąpiona, ale tą pierwszą pamięta się przez długi czas. Może wam się wydawać, że opanowaliście już sztukę medytacji, a tak naprawdę będziecie jeszcze daleko od celu. Jednak kiedy naprawdę wam się to uda to będziecie dokładnie wiedzieli, w którym momencie się to wydarzyło. Jestem tego pewna. Jak zacząć medytować? Jest wiele sposobów: poprzez wcześniejsze książkowe dokształcanie, audiobooki, poradniki... Ja zaczęłam z youtubem, chyba najleszpsza z opcji. Pamiętam to jak dziś. Nigdy nie byłam rannym ptaszkiem (nadal nie jestem), ale pewnego dnia pracując w Connecticut wstałam o 5 nad ranem, wzięłam matę, telefon i poszłam nad jezioro sama nie wiedząc co będę właściwie robiła, Było to podczas mojej pierwszej przygody w Stanach. Dużo się działo, było mi ciężko, a pomysł z medytacją przyszedł znikąd. Chciałam zabrać się za poranną jogę, ale sama nie wiem dlaczego wpisałam w wyszukiwarce "medytacja". Kliknęłam pierwszy lepszy filmik, założyłam słuchawki, siadłam w pozie, która kojarzyła mi się z medytacją i zaczęłam. Zaczęłam słuchać i podążać za wytycznymi, które dawał lektor. Po pierwszej kilkuminutowej sesji czułam się zrelaksowana, ale i rozczarowana, nie tak wyobrażałam sobie tą całą magiczną medytację. Dopiero z czasem, po uzupełnieniu braków w wiedzy na ten temat i regularnej praktyce zrozumiałam, że podejmując się medytacji nie można niczego oczekiwać, po prostu trzeba być obecnym. Jak medytacja może zmienić życie? Po pierwsze nic nie połączy nas z naszym wewnętrznym ja, tak jak medytacja. Odnajdujemy prawdziwych siebie i zaznajemy spokoju w najczystszej postaci. Zmiana jaką możemy zauważyć, zależy jedynie od nas samych; od czasu i zaangażowania jakie włożymy w tą drogę. Każdy z nas ma jakieś zmartwienia, jakiś poziom stresu i lęki. Każdy. Nawet Ci, którzy stanowczo temu zaprzeczają (jak ja kiedyś). Jedni w większym stopni inni w mikroskopijnym, ale mamy je. Medytacja pomaga ukoić lęki poprzez ich akceptację i odnalezienie prawdziwego źródła, które czasami może się bardzo różnić o tego, które uważamy za główne. Pomaga zrozumieć każdą z emocji jaką odczuwamy. Trochę jak studiowanie siebie samego. Poddajemy się pełnej obserwacji, początkowo rozkładamy sytuacje na czynniki pierwsze, a później analizujemy każdą z nich z wyjątkową dokładnością. Z czasem sytuacja, zamienia się w analizę dnia obecnego, później w inny etap życia, a z czasem w całą naszą egzystencję. Medytacja otwiera naszą intuicję, nasze trzecie oko. Każdy posiada ten dar, tylko jest to dar, który trzeba rozwijać i pielęgnować. Zaniedbany słabnie. Osobiście ufam swojej intuicji odkąd pamiętam, bezgranicznie. Nie raz wyprowadziła mnie na niechciane szlaki, ale nigdy mnie nie zawiodła. Na końcu każdego szlaku zawsze czekała nagroda albo lekcja. Podczas podróży rozwijałam ją i doskonaliłam, codziennie się nią kierując. Mogę powiedzieć, że była dla mnie instynktem przetrwania i jestem pewna, że uchroniła mnie od wielu niebezpieczeństw. Kiedy zaczęłam medytować i jeszcze bardziej koncentrowałam się na moim trzecim oku, zauważyłam jak niesamowite połączenie między wszechświatem a indywidualną energią możemy osiągnąć. Załóżmy, że na co dzień korzystałam z 40% mojej intuicji, a podczas medytacji potrafiłam aktywować ją do 80%. Nie jednokrotnie właśnie w ten sposób, podczas medytacji, udawało mi się podejmować ciężkie decyzje, jak wybór ścieżki życiowej, zawodowej, czy uczuciowej. Medytacja leczy. Nie tylko umysł, ale i ciało. Pamiętajmy, że to nasz umysł kontroluje ciało, a nie nasze ciało umysł. W związku z czym człowiek jest w stanie naprawdę wiele zrobić i wykroczyć poza "normy" jakie nam przypisano. Gorączka, migrena, nerwobóle, czy zwykły ból? Medytacja sobie z tym poradzi. Nie jednokrotnie udało mi się ukoić migrenę poprzez medytację, czy zbić gorączkę, co za pierwszym razem było dla mnie bardzo szokujące. Poczułam się jakbym miała nadprzyrodzoną moc! Najlepsze jest to, że każdy z nas ją ma, jedynie trzeba do niej dotrzeć. Nerwobóle są dla mnie nową przypadłością, bo pojawiły się na początku tego roku, więc najpierw musiałam je zrozumieć i przeanalizować, zanim mogłam sobie pomóc. Po czasie, podczas medytacji w ruchu, udało mi się lokalizowanie źródła nerwobóli i ukojenie ich. Trzeba pamiętać, że medytacja nie działa jak antybiotyk, który przyjmujemy jednorazowo przez pewien okres czasu, po czym zdrowiejemy i już nie musimy się borykać z bólem, czy chorobą. Medytacja to codzienna droga, która doprowadzi nas do celu i utrzyma w formie jedynie wtedy, kiedy będziemy systematyczni i sumienni. Każda przerwa, zboczenie z tej drogi będzie nas kosztowało kilka ogromnych kroków w tył. W bardzo dużej mierze jednak zależy to od nastawienia. Jeśli mamy oporny umysł i jesteśmy realistami to na pewno sceptyczne nastawienie będzie sporym utrudnieniem dla kogoś chcącego zacząć medytację. Tej grupie będzie napewno ciężej, niż marzycielom którzy mają otwarty umysł i bujną wyobraźnię. Mam jednak radę dla tego pierwszego grona - książka Josepha Murphiego "Potęga podświadomości", zmieniła życie niejednej osoby KTÓRĄ ZNAM, w tym moje. Osobiście uważam, że medytacja może uleczyć wszystko. Wszystko. Zresztą, wydaje mi się, że idealnym dowodem jest na przykład kultura i życie Mnichów. Niesamowici Mnisi z Klasztoru Shaolin Zasugeruję się przykładem Mnichów z Shaolin, ponieważ ich zdolności i siła ducha od dawien dawna zadziwiają ludzi na całym świecie. Leżenie na włóczni, chodzenie po zbitym szkle, picie wrzątku - to dla nich błahostka, nic wyjątkowego. Są oni zdolni do wszystkiego, a w chwilach bólu... nie odczuwają bólu. Jeden mnich siedział w misie z wrzącym olejem, nad ogniem, nie odczuwając bólu, tym samym pokazując ludziom moc swojej wiary. Mnisi od najmłodszych lat trenują swoje ciała i umysły, a w życiu ta ciężka praca owocuje niesamowitą świątynią, jaką tworzą wewnątrz siebie. Wbrew niewielkim gabarytom mają wielką siłę. Są, na przykład, zdolni przebić szybę igłą wyrzuconą z ręki. Stanie na jednym wskazującym palcu, utrzymując wagę całego ciała przez 10 sekund, czy rozkrajanie drewnianych desek poprzez rzut kartami do gry jest dla nich całkiem przeciętne. Mnisi żywią się głównie pokarmami roślinnymi, trenują po kilka godzin dziennie, CODZIENNIE a mają więcej siły niż najlepsi atleci. Z punktu widzenia dzisiejszych atletów, nie powinni mieć żadnych szans "na ringu" (m.in ze względu na bezmięsną dietę idącą w parze z wyczerpującymi treningami). W rzeczywistości to atleta nie miałby szans z Mnichem. Jak to jest możliwe? Dużą część treningów Mnichów z Shaolin stanowi medytacja. Zaczynają od najmłodszych lat i rozwijają się przez całe swoje życie codziennie praktykując. Dlaczego prawie każdy podróżnik medytuje? Czy przeglądając jakieś blogi, czy profile podróżnicze zastanawiało was kiedyś, czy to prawda, że tylu podróżników medytuje? Jeśli to prawda to dlaczego prawie wszyscy podróżnicy medytują? Czy jest to jedynie pozowanie do zdjęć, żeby się sprzedały? Wydaje mi się, że medytacja jest nieodzowną częścią życia podróżników. Prędzej czy później każdy kto żyje podróżą natknie się na medytację i podda się jej magii. Podróż to wolność. To odnajdywanie siebie i poznawanie siebie. Medytacja to wolność. To odnajdywanie siebie i rozumienie siebie. Widzicie to podobieństwo? Dlatego właśnie każdy podróżnik na swej drodze w jakiś sposób spotka się z medytacją i w większości przypadków pozostaje przy niej. Także zdjęcia blogerów w pozie lotosu wcale nie są robione na potrzeby marketingowe, w większości, a po prostu odwzorowują charakter profilu. Podsumowując korzyści płynące z medytacji: ❀ Uspokaja ✿ Redukuje stres ❀ Leczy nerwobóle ✿ Leczy choroby ❀ Koji migrenę ✿ Poprawia samopoczucie ❀ Pomaga podejmować decyzje ✿ Pomaga w odnalezieniu siebie ❀ Wzmaga kreatywność Brian Tracy w jednej ze swoich książek przytoczył fragment: "Prawo przyciągania mówi, że przyciągasz do swojego życia rzeczy, które harmonijnie współgrają z dominującymi u Ciebie myslami." ...a to właśnie może ułatwić medytacja. Jeżeli już medytujesz to podziel się w komentarzu swoją najelpszą sesją! Jeśli dopiero zaczynasz to powiedz, co Cię skłoniło żeby zacząć?

Ubezpieczenie Podróżne - czy warto wykupić?

Z tego co wiem to zawsze jest to kwestią sporną, zwłaszcza dla młodych podróżników, lub tych nie chcących tracić zbędnie pieniędzy, mianowicie: "Wykupić ubezpieczenie podróżne, czy nie?" ⏬ Przyznaję, że sama dopiero w tym roku po raz pierwszy wykupiłam ubezpiecznie (poza Unijnym ubezpieczeniem podczas praktyk w Wielkiej Brytanii, ale wtedy było to wymogiem szkoły, gdyby nie ten fakt to bym go nie wykupiła 😄). Do tej pory nawet nie myślałam o kwestii ubezpiecznia. Latałam sobie beztrosko będąc ubezpieczona na miejscu przez pracodawcę, nie myśląc o tym czasie pomiędzy destynacją a domem, aż do roku 2020 - w tym roku przez pandemię pierwszy raz podjęłam się kupna ubezpieczenia. Dlaczego warto wykupić ubezpieczenie podróżne? ♦️ Po pierwsze, żeby mieć spokojną głowę i się nie zamartwiać. A jeśli jesteś odważniakiem, który niczego się nie boi i bierze życie na spontanie (tak było w moim przypadku), to nie róbcie tego dla siebie a dla swoich bliskich, którzy w razie wypadku lub jakiegoś incydentu nie będą obciążeni finansowo. ♦️ Po drugie, tutaj nie chodzi jedynie o wypadki, czy leczenie, ale także o sytuacje od nas niezależne jak: - zgubienie bagażu, który zabieramy w podróż ALBO nabywamy w czasie podróży. - kiedy musimy wrócić z podróży z istotnych przyczyn jak śmierć krewnego, nieoczekiwana hospitalizacja krewnego lub szkoda na majątku. ♦️ W większości ofert ubezpieczyciel zapewnia transport medyczny do kraju w razie wypadku. ♦️ Kiedy wpadniesz na przykład na rowerzystę i zniszczysz mu rower, albo nie patrząc przed siebie wtrącisz aparat fotografa do oceanu, dobre ubezpieczenie zapewni Ci zwrot kosztów. ♦️ Dla nieznających języka dobrze dobrany ubezpieczyciel oferuje również pomoc tłumacza w razie potrzeby. ♦️ Bardziej się opłaca zapłacić tą małą kwotę za ubezpieczenie, niż wpędzić się w długi przez nieubezpieczony wypadek (w moim przypadku kosztowało mnie 38,52 PLN na 6 dni z naprawdę satysfakcjonującym zakresem ubezpieczenia). Ogólnie mogę powiedzieć jedno - polecam. Jeszcze rok temu machnęłabym ręką, ale w obecnej sytuacji związanej z COVID-19 otworzyły mi się oczy na aspekty, które wcześniej traktowałam z przymróżeniem oka. Koszty leczenia za granicą są wysokie. W Stanach sama wizyta u lekarza kosztuje 100$, a w Europie, zależnie od kraju w granicach 50€, nie mówiąc już o tym jak lekarz coś zdiagnozuje... Najczęstsze wypadki są w najmniej oczekiwanych sytuacjach i najmniej spodziewane zachorowania mogą nam pokrzyżować podróż. Jak dobrać polisę podróżną? Na to pytanie nie mogę udzielić konkretnej odpowiedzi, a nie będę udawała, że się na tym znam, bo sama jestem nowicjuszką w tym temacie. Mogę jedynie powiedzieć, że ja skorzystałam z ubezpieczenia Allianz. Po długich wyszukiwaniach i doborach odpowiedniej dla mnie opcji uznałam, że to jest to. Kierowałam się przede wszystkim: - NAJWAŻNIEJSZE, czy obejmuje NNW (ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków) - czy obejmuje hospitalizację - czy uwzględnia koszt leków - czy obejmuje transport do kraju w razie wypadku - jako dodatek, czy obejmuje ubezpieczenie bagażu Mam nadzieję, że pomogłam wam w podjęciu decyzji lub uświadomiłam, dlaczego jednak warto wykupić ubezpiecznie udając się w podróż. 😊 Jeżeli korzystaliście już z ubezpieczenia podróżnego, jakie wybraliście?

Co zobaczyć w FUENCALIENTE de La Palma

Gmina Fuencaliente, której powierzchnia wynosi 56 km² (prawie 3 razy mniejsza od Częstochowy) według statystyk z 2011 roku liczyła 1840 mieszkańców. Turyści, w odróżnieniu od mieszkańców, opisują miasteczko, jako spokojne i ciche, ale nie nudne. 
Jak pisałam w poprzednim wpisie cała wyspa jest usnuta szlakami wędrownymi, więc ludzie przyjeżdżający na La Palmę nie szukają raczej imprez, w tym celu udają się na Ibizę.
Tak właśnie we Fuencaliente nie znajdziemy super barów, czy klubów, ale za to ciekawe szlaki prowadzące wśród miejsc, które warto zobaczyć. 1. Volcan Teneguia Moim zdaniem zdecydowanie na pierwszym miejscu.
Teneguia jest otworem wulkanicznym, który w przeszłości był aktywny tylko raz (w 1971 roku) i podobno jest mało prawdopodobne, że stanie się aktywny w przyszłości. Za pierwszym razem wybuch był poprzedzony trzęsieniem ziemi, a erupcja trwała od 26 października do 28 listopada, MIESIĄC!
Od tego czasu posiada on status pomnika przyrody: "Monumento Natural de Los Volcanes de Teneguía". 2. Volcán de San Antonio Wspaniałe widoki i super uczucie towarzyszące spacerowi po krawędzi wulkanu. Karter obecnie zdobią małe drzewka, które dodają niespotykanego uroku. Zieleń wewnątrz wulkanu, cudo natury!
Na horyzoncie można napawać wzrok urokami zachodniego wybrzeża, a przy dobrej widoczności można nawet dostrzec wyspę El Hierro i Gomerę!
Dobra perspektywa, by podziwiać również wyżej wspomniany Volcan Teneguia. 3. Artesania Artesol Mała atrakcja, ale dość ciekawa. Ręcznie robione torebki, obrusy, chusty i inne ciekawe rzeczy. Mało tego odwiedzając Artesanie można zobaczyć jak Pani tworzy te dzieła na miejscu. 4. Salinas Marinas de Fuencaliente Baseny ze słoną wodą są dość charakterystyczne dla wysp kanaryjskich. Pod wpływem ciepła słona woda paruje i w tak prosty sposób mieszkańcy wyspy mają sól. 5. Playa de la Zamora Chica Mała plażyczka z czarnym piachem, mająca swój urok. Przeważnie nie ma na niej zbyt wielu ludzi. więc można cieszyć się jej pięknem w spokoju. Trochę adrenaliny dodaje fakt, że klif otaczający plażę jest zabezpieczony specjalnymi siatkami przed obsunięciem, co już wcześniej miało miejsce. 6. Bodegas Teneguia Coś dla miłośników wina! Lokalna winiarnia, która wytwarza wina nie tylko na obszar La Palmy, ale i całego świata. 7. Faro de Fuencaliente Latarnia morska na południowym krańcu wyspy. Zdobi wyspę od 1985 roku, choć jej oryginalna poprzedniczka stanęła tam już ponad 100 lat temu w 1903 roku. 8. Szlaki wędrownicze Praktycznie wszystkie punkty wspomniane powyżej mogą być destynacją szlaków wędrownych. Niektórzy wybierają zwiedzanie Fuencaliente autem, inni rowerem, a spora część wybiera poruszanie się szlakami. Byliście już na La Palmie - nie odkrytej wyspie? Jeżeli tak, czy odwiedziliście między innymi Fuencaliente? Jakie wrażenia? Jeżeli nie, czy chcielibyście odwiedzić tą rajską wyspę? Zostawiam was z filmikiem i zapraszam na YouTube po więcej moich przygód!

La Isla Bonita, o której śpiewała Madonna

La Palma, znana jako "La Isla Bonita", z hiszpańskiego "Piękna Wyspa" jest małym rajem na Oceanie Atlantyckim należącym do Hiszpani, który zajmuje jedynie 708 km², czyli powierzchnię 441 razy mniejszą od Polski ! Należy do archipelagu Wysp Kanaryjskich i leży nieopodal północno-zachodnich wybrzeży Afryki sąsiadując z Teneryfą, od której dzieli ją jedynie 60km. Tym samym podlega prowincji Santa Cruz de Tenerife. Średnia temperatura roczna na wyspie wynosi 23°C. W sezonie zimowym, czyli od listopada do kwietnia temperatura wacha się w granicach 20°C, a w sezonie letnim, od maja do października w granicach 25°C. Oczywiście odczuwalna temperatura jest znacznie większa w sezonie letnim, zwłaszcze w dni pozbawione morskiej bryzy. Ciekawostki o wyspie Piosenka Madonny "La Isla Bonita" opisuje właśnie La Palme. Choć piosenkarka nigdy nie powiedziała tego wprost i utrzymuje, że utwór opisuje wyimaginowane miejsce, to mieszkańcy wyspy potwierdzają, że każde słowo z piosenki odzwierciedla wyspę - nazwy, miejsca, emocje. Nie tylko mieszkańcy wyspy upierają się przy tej prawdzie - w broszurach, w internecie, czy u przewodników również potwierdza się, że to właśnie o La Palmie śpiewała Madonna. La Palma nazywana jest najbardziej zieloną wyspą archipelagu Wysp Kanaryjskich. To idealne miejsce dla chcących odpocząć zdala od turystycznego zgiełku, z racji tego, że jest niewielka liczba turystów, a hotele nie tłoczą się jeden przy drugim. Już od XIX wieku aż do dziś większość mieszkańców La Palmy zajmuje się uprawą bananów, plantacje bananowców stanowią aż 70% pól uprawnych. Widać je wszędzie! Wyglądają jak bananowe dżungle. Ostatni wybuch wulkanu na wyspie miał miejsce zaledwie 49 lat temu w 1971 roku i był to Wulkan Teneguia. (Na zdjęciu poniżej widać wnętrze wulkanu.) Przypuszcza się, że gdyby nastąpił kolejny wybuch wulkanu na wyspie, przyczyniłby się do powstania tsunami, które zalałoby wschodnie wybrzeża obu Ameryk. Las Los Tilos, który znajduje się na La Palmie od roku 1983 jest rezerwatem biosfery UNESCO, jak i cała wyspa od roku 2002. La Palma to jedna z najbardziej stromych wysp świata. Najwyższy szczyt wznosi się na 2426 m n.p.m. a jej długość to jedynie 42 km. La Palma jest rajem dla wielbicieli wędrówek. Jest tutaj mnóstwo szalków trekkingowych, dlatego też większość turystów, którzy przybywają na wyspę nastawia się na aktywny wypoczynek bardziej, niż na spędzanie czasu w hotelu. Najlepsze szlaki, które pozwalają odkryć piękno wyspy: Ruta de los volcanes (około 9 godzin, południe wyspy) Camino De La Faya (około 5 godzin, od gór po wybrzeże) La Caldera de Taburiente (około 6 godzin, dzika przyroda w samym sercu wyspy) Źródła Marcos i Cordero (około 3 godzin, przez zbocza wąwozów) Cubo de la galga (około 2 godzin, przez widowiskowy las wawrzynowy) Choć moja przygoda na wyspie była stosunkowo krótko, bo trwała zaledwie dwa miesiące, to mogę powiedzieć że zdążyłą skraść mi serce. ♡ Zapraszam na przyszłe posty o tej rajskiej wyspie, a póki co zostawiam was z moim filmikiem ☺️

Rok 2020 dramatem podróżników

Zanim zaczniemy dość dramatycznie chciałabym podsunąć pomysł na podróże małe i duże w okolicach Wrocławia, gdzie Kacper Liwerski uwzględnia między innymi jednego z moich faworytów, czyli Zamek Książ, gdzie wkrótcę się wybieram! Super inspiracje i ciekawe informacje na blogu "MiniTrip". Marzec, rok 2020 4 marca – stwierdzono pierwszy przypadek zakażenia wirusem SARS-CoV-2. "Pacjent zero" wrócił z Niemiec, gdzie występuje SARS-CoV-2. 14 marca - w Polsce zaczął obowiązywać stan zagrożenia epidemicznego. 20 marca – w Polsce zaczął obowiązywać stan epidemii. "Rok 2020 zapamiętamy na długo. To rok, w którym wybuchła pandemia COVID-19, która wywołała kryzys jakiego nie widziano od końca drugiej wojny światowej." [Luca Jahier, Przewodniczący Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego] Dzień obecny, Wrzesień 2020 Dokładnie tak, rok nie zaczął się za ciekawie, w sumie dla całego świata. Ja jednak chciałabym przyjrzeć mu się z własnej perspektwy, jako pełnoetatowa podróżniczka, obecnie na urlopie. 😆 Jak 2020 zmienił moje życie? W zeszlym roku odbyłam łącznie 15 lotów, nie uwzględniając podróży innymi środkami transportu, w tym roku odbyłam 0 lotów... Zacznę nieco dramatycznie, ale spokojnie, ta historia dobrze się skończy. W Grudniu 2019 roku z La Palmy do Polski sprowadził mnie przede wszystkim mój stan zdrowia. Całe górne drogi oddechowe były konkretnie zainfekowane, a ja niestety nie ufam lekarzą na Wyspach Kanaryjskich, więc wróciłam do zaufanego lekarza rodzinnego. Po drodze okazało się, że moja Babcia nie jest w najlepszym stanie, to zadecydowało o tym, że postanowiłam zostać do świąt. Niestety Babci już nie udało się już doczekać wspólnych świąt. Choć nie było łatwo i w rok 2020 weszłam z żałobą w sercu zaraz po nowym roku zaczęłam szukać pracy, z powodzeniem! Na początku Lutego miałam lecieć na Lanzarote. Umowa podpisana, lot wykupiony, spakowana, wszystko dopięte na ostatni guzik! Kilka dni przed wylotem żałoba się pogrążyła - Dziadek dołączył do Babci. Choć było jeszcze ciężej, zaparcie dążyłam do finalizacji mojego wylotu. W przed dzień wylotu odwiedził mnie Ukochany z czasów liceum, z którym wtedy się nie ułożyło, bo serce wybrało podróże, ale zostaliśmy w kontakcie przez te lata. Spędziliśmy bardzo miły wieczór i nagle intuicja zaczęła wariować! Spory między intuicją a umysłem trwały całą noc: "Lecieć? Nie lecieć?" "Czyżby to mógł być mój długo wyczekiwany Książe z bajki?" "Ryzykować, czy nie ryzykować?!" Gdy następnego dnia o 5 zadzwonił budzik czułam że muszę zostać w Polsce. Moja intuicja nigdy mnie nie zawiodła, więc ufam jej bezgranicznie, mimo że czasem absolutnie nie łączy się z tym co podpowiada umysł. Po podjęciu decyzji, nie ukrywam, żałowałam... Było ciężko z żałobą i było ciężko z myślą o odwołanym locie, która bardzo mi nie odpowiadała, ALE INTUICJA NIE KŁAMIE! Pewnie pomyślicie, że jestem szalona: "Posłuchała intuicji zamiast lecieć", ale spokojnie nie zawiodła mnie. Zaraz po tych wszystkich wydarzeniach, długich i częstych wizytach w kościele, Bóg jakby zesłał mi Anioła, pojawił się on. Mój Ukochany z przed lat w zupełnie nowym świetle. Nasza znajomość szybko nabrała tempa i już w połowie lutego postanowiliśmy dać sobie drugą szansę, choć ciężko było go przekonać, że tym razem znów nie porzucę wszystkiego w imię podróży, postanowił mi zaufać. Niedługo po tym Brat pomógł mi podjąć decyzję z wprowadzeniem się na swoje. Później była to kwestia tygodni, kiedy zamieszkaliśmy już razem i nawet "przygraneliśmy" pieska, który można powiedzieć czekał na mnie aż będę miała 'swój kąt'. Początek roku był szalony i mimo, że wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy w niesamowitym biegu wydarzeń i nowych, nieznanych mi dotąd przygód, usidlił mnie. W Marcu podjęłam pracę na recepcji, ale już pod koniec tego samego miesiąca zrezygnowałam z obawy przed koronawirusem. A co z podróżami? Gdzie tutaj są podróże? A właśnie! Odkad dowiedziałam się na początku Maja, że nie wrócę w tym roku do Kalifornii przez pandemię, zaczęło być ciężko. Bardzo ciężko. Świadomość tego, że przez nie wiadomo jak dugi okres czasu będę uwiązana w Polsce przez małego wirusika była przytłaczająca. Z każdym dniem było gorzej, a każdy miesiąc bez podróży był kolejnym strzałem prosto w serce. Z racji tego, że jedym z moich głównych priorytetów jest zdrowie, mimo otwarcia granic nie chciałam ryzykować przez uzależnienie do podróży. Jak nigdy nie sprawdzam wiadomości, nie oglądam wydarzeń i nie sugeruję się tymi bzdurami, którymi karmią nas media to wtedy totalnie sfiksowałam! Codziennie sprawdzałam statystki, do tego tworzyłam jakieś własne i na dobrą sprawę bałam się nawet wychodzić do sklepu, a jak już wychodziłam to proces dezynfekcji był przekomiczny, patrząc na to z perspektywy czasu. 😆 Mój Ukochany starał się organizować małe podróże, które pomagały, ale na chwilę... Pewnego dnia doszło już do tego, że całkowicie straciłam chęć do wszystkiego, poczułam że moje życie bez podróży nie ma sensu! W końcu DO 18 roku życia były moim największym marzeniem, a OD 18-stki całym moim życiem, Mój Aniołek pomógł mi przetrwać najgorsze chwile, a w lipcu zorganizował wakacje na morzem. WAKACJE - coś czego nie doświadczyłam od 11 lat! Ten wyjazd dużo mi dał, podniósł mnie na duchu i choć nie długo po powrocie znów powróciły smutki i żale związane z brakiem podróży, to w sierpniu zaakceptowałam sytuację przed jaką postawił nas, podróżników i nie tylko, los. Kiedy w końcu po tylu miesiącach ułożyłam sobie w głowie, że świat podróży wgląda teraz tak a nie inaczej, w końcu zaczęłam dostrzegać możliwości jakie w kolejnych dniach się na mnie otworzyły (i póki co zostaną moją słodką tajemnicą), i które będą prowadzić do większych podróży w 2021 roku. Intuicja... 😉 Chcąc dowiedzieć się jak ten rok wpłynął na innych podróżników przeprowadziłam mały wywiad, oto ich odpowiedzi: ★・・・・・★・・・・・★・・・・・★・・・・・★ "2020 for me isn’t the best time to visit a new country I mean from the moment I step in my home country airport I have to be sanitizing my hands until I leave the airport in Canada. Once leaving the airport I head straight to the location that I’m going stay in with I will be undergoing a 14 days quarantine. Since I’m here to work I have to limit my public interactions this mean there will be little or no interaction for myself and others around me." "Rok 2020 to dla mnie nie najlepszy czas na odwiedzenie nowego kraju. Mam na myśli to, że od momentu, kiedy wszedłem na lotnisko w moim kraju (Jamajka), musiałem dezynfekować ręce, aż do opuszczenia lotniska w Kanadzie. Po opuszczeniu lotniska musiałem się udać prosto do miejsca, w którym zamierzałem się zatrzymać i przejść 14-dniową kwarantannę. Ponieważ jestem tutaj, aby pracować, muszę ograniczyć moje relacje publiczne, co oznacza, że między mną, a innymi będzie niewiele kontaktu, lub nie będzie go wcale." - Kedar, Jamajka ★・・・・・★・・・・・★・・・・・★・・・・・★ "My travel plans for 2020 have greatly affected because of the covid pandemic. I was supposed to go to Nashville during good Friday weekend but I had to reschedule that trip for Columbus day weekend. Since the USA response has been so terrible because, people care more about their "freedom" than if people die. I will most likely have to reschedule that trip again because Nashville is only in stage 2 of opening, and by Columbus I doubt they'll be open. So as the saying goes, "when life gives you lemons make lemonade", so I'll most likely go to LA since I have friends that live there and I want to get out of the Northeast. I haven't left the Northeast all year long. I was also supposed to do a Euro trip this year for my birthday and I had to cancel that. I was supposed to do London > Budapest > Istanbul > then Istanbul back home to NYC. I tried to get my money back from the different airlines but the best they could do is give me a voucher. Hopefully I can use those vouchers and travel sometime in early 2021 once they open the borders up to Americans." "Na moje plany podróżnicze na 2020 rok bardzo wpłynęła pandemia COVID. Miałem jechać do Nashville podczas weekendu w Wielki Piątek, ale musiałem przełożyć tę wycieczkę na weekend z okazji Dnia Kolumba. Z racji tego, że reakcja USA była tak straszna, ludzie bardziej przejmują się swoją „wolnością” niż śmiercią innych . Najprawdopodobniej będę musiał ponownie przełożyć tę podróż, ponieważ Nashville jest dopiero na drugim etapie otwarcia i wątpię, że do Dnia Kolumba będzie otwarte. Jak to się mówi, „kiedy życie daje ci cytryny, zrób lemoniadę”, więc najprawdopodobniej pojadę do Los Angeles, ponieważ mam tam przyjaciół i chcę się wydostać z północnego wschodu. Nie opuszczałem północnego wschodu przez cały rok. Miałem też w tym roku wybrać się na wycieczkę do Europy na urodziny, ale musiałem to odwołać. Miałem pojechać do Londynu> Budapesztu> Stambułu> potem do Stambułu w domu do Nowego Jorku. Próbowałem odzyskać pieniądze od różnych linii lotniczych, ale najlepsze, co mogli zrobić, to dać mi kupon. Mam nadzieję, że uda mi się wykorzystać te kupony i podróżować na początku 2021 roku, kiedy otworzą granice dla Amerykanów." - Juan, Nowy Jork ★・・・・・★・・・・・★・・・・・★・・・・・★ "Mi opinión es que este año ha sido desepcionante. Ya que tengo un negocio independiente y por la situación de este Año 2020 todo se me ha declinado igual mis planes de viajar extranjero. Pienso que tendrían que eliminar el 2020 del calendario." „Uważam, że ten rok był rozczarowujący, ponieważ prowadzę niezależną działalność gospodarczą i ze względu na sytuację w roku 2020 wszystko podważyło moje plany wyjazdów za granicę. Myślę, że rok 2020 powinien być usunięty z kalendarza”. - Yonel, Republika Dominikany "2020 has surprised all of us. As for me, it started amazingly in Germany and Thailand, with plans for development and visiting the whole of Asia, but.. fate lead it all in other way and for the first time in 10 years, I’ve got the opportunity to spend over 5 months in Poland with my family. Heartbroken, but without any remorse, because it was not my choice, life arranged everything like that. And then, in a week, everything changed. I found myself again in the United Arab Emirates, where I used to live before, and got a „school of life” at that time. I came back with new perspectives, a great chance for development and peace of mind, which I was looking for a long time, searching for my place in the world. Appreciate everything, don’t take ANYTHING FOR GRANTED! Never give up, make your dreams come true, life can surprise you." "Rok 2020 zaskoczył nas wszystkich. Jak dla mnie to zaczęło się niesamowicie - w Niemczech i Tajlandii, z planami rozwoju i zwiedzania całej Azji, ale ... los poprowadził to wszystko w inny sposób i po raz pierwszy od 10 lat miałam okazję spędzić ponad 5 miesięcy w Polsce z rodziną. Ze złamanym sercem, ale bez wyrzutów sumienia, bo to nie był mój wybór, życie tak się ułożyło. A potem, w ciągu tygodnia, wszystko się zmieniło. Znów znalazłam się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie mieszkałam wcześniej i dostałam „szkołę życia”. Wróciłam z nowymi perspektywami, wielką szansą na rozwój i spokojem, którego szukałam od dawna, szukając swojego miejsca na ziemi. Doceniaj wszystko, nie bierz niczego ZA PEWNIAKA! Nigdy się nie poddawaj, spełniaj swoje marzenia, życie może Cię zaskoczyć." - Agata, Polska ★・・・・・★・・・・・★・・・・・★・・・・・★ "2020 it has changed travel mentally in general aspects and brought both positive and negative things. On the one hand it has been more difficult to ever to buy flight tickets due to massive cancellations happening from one day to another. Nevertheless, I have enjoyed my travels this past summer more than ever due to low tourism in comparison to the past years, for example it was priceless to visit places in Rome with very few people." „Rok 2020 zmienił podróżowanie mentalnie pod każdym względem i przyniósł zarówno pozytywne, jak i negatywne rzeczy. Z jednej strony kupienie biletu na samolot było trudniejsze niż kiedykolwiek z powodu masowych odwołań, które zaczęły się z dnia na dzień. Niemniej jednak podróże tego lata podobały mi się bardziej niż kiedykolwiek ze względu na niską turystykę w porównaniu z poprzednimi latami, na przykład bezcenne było odwiedzanie miejsc w Rzymie, w których było bardzo mało osób ” - Xabi, Kraj Basków ★・・・・・★・・・・・★・・・・・★・・・・・★ "As someone who has worked overseas and also has family overseas the pandemic has made it hard to make plans to see my friends and family again. I have family in indonesia, some that I haven’t seen for 7 years and I was hoping I’d get to reunite with them this year, as well as some friends I made working overseas last year. It’s hard not being able to see the people you love but I hold onto the hope that we’ll all get to travel again soon, the most important thing is that my country and family and friends are safe at the end of the day." „Jako osoba, która pracowała za granicą i ma rodzinę za granicą, pandemia utrudniła mi planowanie ponownych spotkań z przyjaciółmi i rodziną. Mam rodzinę w Indonezji, której nie widziałam od 7 lat i miałam nadzieję, że mogłabym spotkać się z nimi w tym roku, a także z kilkoma przyjaciółmi, których poznałam pracując za granicą w zeszłym roku. Trudno nie widzieć ludzi, których kochasz, ale mam nadzieję, że wkrótce znów będziemy podróżować, najważniejsze jest to, że mój kraj, rodzina i przyjaciele pod koniec dnia są bezpieczni." - Tika, Nowa Zelandia ★・・・・・★・・・・・★・・・・・★・・・・・★ "For me traveling in 2020 was really stressful because everyone was telling me that I cannot make it but I did it. I get where I wanted to be. I've enjoyed my work and during the lockdown I was working on myself. I've tried to handle it and now I am traveling again from Mallorca to Lanzarote. Basically it was more difficult and with more restriction but if you are strong minded nothing is impossible. It hasn't limited me, I've got where I wanted to be and I managed what I wanted to manage." „Podróżowanie w 2020 roku było dla mnie naprawdę stresujące, ponieważ wszyscy mówili mi, że nie dam rady, ale udało mi się. Dotarłam tam, gdzie chciałam dotrzeć. Cieszyłam się pracą, a podczas kwarantanny pracowałam nad sobą. Próbowałam sobie z tym poradzić i teraz znowu podróżuję z Majorki na Lanzarote. Zasadniczo było to trudniejsze i bardziej restrykcyjne, ale jeśli jesteś silny, nic nie jest niemożliwe. Nie ograniczyło mnie to, dotarłam tam gdzie chciałam i udało mi się załatwić to co miałam załatwić. " - Barbora, Wyspy Kanaryjskie ★・・・・・★・・・・・★・・・・・★・・・・・★ “Usually I save traveling for the summer when I don’t have too many responsibilities! But this year I had to cancel my long-distance trips because of corona! I was still able to plan small trips like to San Diego and Palm Springs, but we mostly stayed in our AirBnB instead of going out.” „Zwykle oszczędzam podróżowanie na lato, kiedy nie mam zbyt wielu obowiązków! Ale w tym roku musiałam odwołać moje dalekie podróże z powodu koronawirusa! Nadal mogłam planować małe wycieczki, takie jak San Diego i Palm Springs, ale głównie siedzieliśmy w naszym AirBnB zamiast wychodzić.” - Gabi, Kalifornia ★・・・・・★・・・・・★・・・・・★・・・・・★ "La pandemia de verdad cambió mucho. Yo no he visto todo este cambiamiento porque durante la cuarentene estaba en Lanzarote donde lo pase y me fui pa' Gales. Sí, estamos malos todos pero si sabe luchar pues nada, tira pa'lante. Porque para mi covid, todo eso parece una tontería." „Pandemia naprawdę dużo zmieniła. Nie widziałem całej tej zmiany, ponieważ podczas kwarantanny byłem na Lanzarote, gdzie ją przeszedłem, a później pojechałem do Walii. Tak, wszystkim nam to nie służy, ale jeśli wiesz jak sobie radzić, to nic, ruszaj naprzód. Moim zdaniem cały ten covid to głupota." - Sisqo, Włochy ★・・・・・★・・・・・★・・・・・★・・・・・★ "Odwołano mi lot LOTEM, ale udało mi się pojechać do Włoch do pracy i okazało się, że wiele ludzi wciąż podróżuje. Ogólnie przez tę sytuację zrozumiałam, że wyjazdy nawet te małe są mi potrzebne do życia. Nie mogę wytrzymać będąc cały czas w jednym miejscu, doskwiera mi wtedy straszna nuda."
- Martyna, Polska ★・・・・・★・・・・・★・・・・・★・・・・・★ "Bueno bueno, ¿¡como empezar?! Déjenme contaros una historia agridulce, ehm más agria que dulce...
Erá el 31 de diciembre 2019 y yo positivo como siempre pensando que nos espera un año grande o como suelo decir yo: "Esto era mi año para brillar"... Me preparé la lista de "Propósitos para el Año Nuevo", y aparte que quería mejorar mi estado físico, limitarme de comer tanta comida china o aprender por fin a surfear me propuse también como un verdadero viajero visitar 5 países nuevos. Todo erá preparado y listo para estrenar. Mi cuenta bancaria erá un poco más ligera ya que me acabo de comprar el billete para Tailandia de paso visitando también mi amigo en Malasia cual conocí durante mi viaje en Sri Lanka. El plan viajero perfecto; conociendo los templos tailandeses, las playas vírgenes de Malasia y al final unos días conociendo Singapur y sus maravillas ...y a la vuelta a Europa todavía una chiquita visita de Bélgica donde vive mi amiga ... "¡Venga tío! Ya vas por 4 países - solo te falta 1 país más y se cumple tu propósito del Año Nuevo" me decía.
Empezamos entonces el Año Nuevo y yo lleno de expectativas e ilusiones me iba trabajar con mi mejor sonrisa. Estaba contando los días para poder salir de viaje, extender las alas y sentirme libre. La verdadera libertad que te da descubriendo los sitios nuevos, perdiéndote en las calles de los países desconocidos, probando la comida típica,...y de repente se escucha por todas partes que en China hay un bicho raro, que la gente tose mucho y que no se recomienda tocar a los demás, que va a haber restricciones de viaje etc etc... Todo el mundo me decía: "Oye tú, tú que vas a Asia mucho cuidadito que hay un bicho por allá..." y yo con mucha tranquilidad respondía: "No te preocupes, aún faltan casi 3 meses para salir, yo me voy sí o sí - a mi no me para nada y nadie..." pero la peor escena se convirtió en realidad... Por un bicho microscópico se paró el mundo, la gente empezó a taparse la boca y la nariz, los restaurantes y bares cerraron sus puertas, mucha gente perdió su trabajo, los países empezaron a cerrar sus fronteras y en la tele y prensa no hubo otra cosa sino el coronavirus...El mundo se paró y las preocupaciones tipo: "¿Dónde tengo mi pasaporte?" o "¿Como llego a la estación de autobús más cercana?" se convirtieron en preocupaciones de "¿A ver si no pierdo el trabajo?" o "¿A ver si me puedo permitir este lujo, lujo que antes no consideraba lujo?". Pasaron meses, encerrados en casa, viviendo de los recuerdos de viajes de aquellos tiempos. Los tiempos "Cuando se podía"...Cuando se podía viajar sin restricciones, cuando se podía sonreír sin la mascarilla, cuando estornudar o toser no erá tan mal visto, cuando se reunía la gente, cuando...
Y llegamos a septiembre, sigo aquí en mi isla en el medio de océano Atlántico. Mejor no me voy a envolver de hablar sobre el virus porque es un tema muy delicado y ahora "no está de moda" tener opinión diferente que las masas. Lo único que sé que el año 2020 me robó muchas ilusiones, ilusiones personales, laborales e ilusiones de viajar, conocer y descubrir... Con mucha incertidumbre e inseguridad esperando como va desarrollando la situación y cuando podré de nuevo extender mis alas y decir de nuevo: "Soy el ciudadano de mundo - Aquí me tienen; here we go!"
- Martin, El gringo canario "No cóż, od czego by tu zacząć?! Opowiem ci słodko-gorzką historię, ehm bardziej gorzką niż słodką... To był 31 grudnia 2019 roku i jak zawsze byłem przekonany, że czeka nas wspaniały rok lub jak zwykle mawiam: „To mój rok by zabłysnąć”… Sporządziłem Listę „Postanowień noworocznych” i po za tym, żeby poprawić swoją kondycję fizyczną, ograniczyć jedzenie tak dużej ilości chińszczyzny, czy wreszcie nauczyć się surfować, chciałem zrealizować się, jako prawdziwy podróżnik odwiedzając 5 nowych krajów. Wszystko było przygotowane i dopięte na ostatni guzik. Moje konto bankowe było nieco lżejsze, ponieważ właśnie kupiłem bilet do Tajlandii, po drodze chcąc również odwiedzić mojego przyjaciela w Malezji, którego poznałem podczas podróży na Sri Lankę. Idealny plan; poznanie tajskich świątyń, dziewiczych plaż Malezji i na koniec kilka dni na poznanie Singapuru i jego cudów ... a w drodze powrotnej do Europy jeszcze mały postój w Belgii, gdzie mieszka mój przyjaciel ... "Już masz 4 kraje, brakuje tylko jednego i Twoje postanowienie noworoczne zostanie spełnione ”- powiedziałem. Zaczęliśmy więc Nowy Rok i pełen oczekiwań i złudzeń zamierzałem pracować z najlepszym uśmiechem. Liczyłem dni, żeby móc wyruszyć w podróż, rozwinąć skrzydła i poczuć się wolny. Prawdziwa wolność, jaką daje odkrywanie nowych miejsc, gubienie się na ulicach nieznanych krajów, próbowanie typowego jedzenia ... i nagle wszędzie słychać, że w Chinach jest rzadki wirus, że ludzie dużo kaszlą i że nie zaleca się dotykania innych, że będą ograniczenia w podróżowaniu itp. itd. Wszyscy mi mówili: „Hej Ty! Ty jedziesz do Azji, uważaj, tam jest wirus…” a ja ze spokojem odpowiadałem: "Nie martwcie się, zostały jeszcze prawie 3 miesiące, tak czy siak, jadę - nie powstrzyma mnie nic, ani nikt ..." ale najgorszy scenariusz się ziścił ... Z powodu mikroskopijnego wirusa świat się zatrzymał, ludzie zaczęli zakrywać usta i nosy, restauracje i bary zamknęły swe drzwi, wiele osób straciło pracę, kraje zaczęły zamykać granice, a w telewizji i w prasie nie było innego tematu jak koronawirus ... Świat się zatrzymał i zmartwienia typu: „Gdzie mój paszport?”, albo „Jak dojechać do najbliższego przystanku autobusowego?” zmieniły się w zmartwienia typu: „Zobaczmy, czy nie stracę pracy?”, lub „Zobaczmy, czy stać mnie na ten luksus, luksus, którego wcześniej nie uważałem za luksus?” Mijały miesiące, zamknięci w domu, żyjąc wspomnieniami z podróży z tamtych czasów. Czasów „Kiedy to było możliwe”… Kiedy było możliwością podróżować bez ograniczeń, kiedy można było uśmiechać się bez maski, kiedy kichanie czy kaszel nie były tak źle postrzegane, kiedy ludzie się spotykali, kiedy… Przechodząc do września, wciąż jestem na mojej wyspie na środku Oceanu Atlantyckiego. Lepiej nie będę się wypowiadał w kwesti wirusa, ponieważ to bardzo delikatny temat i teraz „nie jest w modzie” posiadanie innej opini, niż cała reszta. Jedyne, co wiem to to, że rok 2020 okradł mnie z wielu złudzeń, złudzeń osobistych i zawodowych oraz złudzeń dotyczących podróżowania, poznawania i odkrywania ... Z dużą niepewnością i niepewnością czekam, jak sytuacja się rozwinie, a kiedy znowu będę podróżował, rozwinę skrzydła i powiem: „Jestem obywatelem świata - oto jestem; zaczynamy!” - Martín, Kanaryjski Gringo A jak rok 2020 wpłynął na wasze życie?

Dzień wolny w Nowym Jorku

07 Lipiec 2018 Zaraz po Dniu Niepodległości wraz z dwiema koleżankami z Campa postanowiłyśmy wybrać się do Nowego Jorku w naszym wolnym dniu. Pracowałyśmy w Kent, małej mieścinie w stanie Connecticut, więc od Nowego Jorku dzieliło nas zaledwie 140 kilometrów. Planowy odjazd pociągu: 8:31 Żeby dostać się z Kent do Dover, musiałyśmy wyjechać po 7, żeby mieć jeszcze czas na zakup biletu na stacji Harlem Valley–Wingdale, stamtąd już szybka droga pociągiem na Grand Central i o 10:35 wdychałyśmy już Nowojorskie powietrze. Z racji tego, że nie miałyśmy za bardzo czasu na konkretne śniadanie, a przed nami był cały dzień przygód postanowiłyśmy znaleźć jakąś knajpkę. Około 11:20 udało nam się znaleźć coś bez kolejek i w miarę satysfakcjonującego. Usiadłyśmy sobie w Food Markecie na Manhattanie i zjadłyśmy pyszne Panini z bekonem (wtedy jeszcze nie byłam wegetarianką 😄). Stamtąd poszłyśmy na stację, wsiadłyśmy w metro o 12:15 i pojechałyśmy prosto na Brooklyn Hall. Przespacerowałyśmy się na spokojnie słynnym Mostem Brooklińskim i o 13:30 już byłyśmy na Brooklinie. Zaraz po zejściu z Mostu zauważyłyśmy ciekawą kawiarnię, więc postanowiłyśmy spróbować Bostońskiej kawy w "Brooklyn Bridge Restaurant & Cafe". Skończyło się tak, że tylko jedna z trzech Katarzynek faktycznie spróbowała tej kawy, druga delektowała się Chardonnay, a ja na ochłodę wzięłam koktajl truskawkowy. Po wyjściu z kawiarni zobaczyłyśmy stojący na chodniku typowo amerykański wózek z hot-dogami i preclami, więc czemu nie! Wziełyśmy po jednym preclu, zawód niesamowity, w smaku przypominały kartkę papieru. Czas nas gonił, była już 14:10, a my w sumie nic takiego nie zwiedziłyśmy, więc ruszyłyśmy w kierunku portu przez Park Brooklyn Bridge. O 15:20 kupiłyśmy biety na statek, żeby dostać się z Brooklinu na Wall Street, była to najszybsza droga. Chociaż trochę stałyśmy w kolecje to już o 15:45 wypłęnyłyśmy! Droga była naprawdę króciutka bo 5 minut później byłyśmy już na Wall Street. Przeszłyśmy kilka kroków, żeby dostać się na Port P-16, skąd mogłyśmy zakupić bilety na rejs wokół Statuy Wolności, który kosztował 31$. Czekając w kolejce pewna nieznajoma kobieta odwróciła się w naszą stronę, trzymając w dłoni 3 bilety na rejs, który właśnie chciałyśmy wykupić. Spojrzała na nas, na bilety w swej dłoni i znów wróciła wzrokiem do nas. Wysunęła biety w naszą stronę i z uśmiechem powiedziała: "It's your lucky day" (to wasz szczęśliwy dzień), po czym bez słowa zniknęła w tłumie. Stałyśmy jeszcze chwilę, każda z biletem w dłoni i próbowałyśmy przetworzyć co się właśnie wydarzyło. Ze zdumienia wyrwał nas dźwięk statku, który sugerował, że już czas wsiadać na pokład. Pobiegłyśmy szybko na odpowiednie stanowisko i wbiegając zajęłyśmy miejsca. O 16:20 byłyśmy już gotowe na nasz szczęśliwy godzinny rejs. Podczas rejsu widziałyśmy między innymi: 🗽 główną siedzibę Colgate 🗽 Ellis Island - wyspę należącą w większej części do stanu New Jersey, a częściowo do Nowego Jorku 🗽 Miasto Jersey 🗽 Manhatan z najsłynniejszej perspektywy pokazywanej na filmach, pocztówkach, zdjęciach etc. I oczywiście główną atrakcję, czyli Statuę Wolności, która w rzeczywistości nie sprawia wrażenia tak dużej jak na dużym ekranie. O 17:40, po rejsie spacerowałyśmy ulicami Wall Street. Tamtejsze wieżowce są tak wysokie, że nawet w samym środku dnia na ulicach jest ciemno, jak wczesnym wieczorem. Widziałyśmy największą na świecie Giełdę Papierów Wartościowych, Buisness Centre, czyli dzielnicę Biznesmenów i interesów, Charging Bull - byka z Wall Street, który symbolizuje siłę i moc rządu Amerykańskiego, ale i według legendy przynosi sukces finansowy każdemu, kto dotknie jego genitaliów. Krążąc już później ulicami Manhattanu, otłumione wszystkimi wrażeniami i wydarzeniami uświadomiłyśmy sobie, że już czas się zbierać na pociąg powrotny! Tak więc wsiadłyśmy w metro, którym jechałyśmy aż do Grand Central skąd o 20:10 miałyśmy pociąg powrotny na Harlem Valley–Wingdale, gdzie byłyśy o 21:26. Tak oto wyglądał jeden z naszych dni wolnych spędzony na spokojnie w Nowym Jorku. A wydatki tego dnia prezentują się następująco ➡

Indiańska legenda o Castle Rock | Kalifornia

Big Bear (Wielki Niedźwiedź) to małe miasteczko położone w południowo-zachodniej części hrabstwa San Bernardino w stanie Kalifornia. Na krańcu jeziora Big Bear Lake , niczym twierdza stoją ogromne głazy przypominające fortecę. Niegdyś Wielki Niedźwiedź nosił inną nazwę, nazywano 'go' Yuhaviat - co oznacza "sosnowe miejsce" Według Legendy Indian Serrano, dawno dawno temu, kiedy Wielki Niedźwiedź był jeszcze znany jako Yuhaviat mieszakała tam piękna młoda niewiasta o imieniu Wyhnemah, o której wdzięki ubiegali się wszyscy młodzieńcy z plemienia. Pomimo licznych adoratorów serce Wyhnemah należało do śmiałka o imieniu Pahweka. Pahweka był myśliwym, więc często wyruszał na polowania, by zapewnić plemieniu wyżywienie. Kiedy ukochany Wyhnemah wybywał na polowania, ona wspinała się na szczyt Castle Rock i wypatrywała Ukochanego, cierpliwie czekając na jego powrót i chwilę, gdy ich serca znów połączą się w uścisku. Kiedy zarys postaci Pahweka rysował się w oddali dziewczyna zbiegała w dół skał i pędziła na spotkanie z długo wyczekiwanym młodzieńcem. Pewnego razu, dziewczyna po rozłące wyczekiwała jego powrotu. Czekała i czekała, mijały godziny a jej nadzieja na powrót Ukochanego słabła. Zagłębiona wzrokiem w miejsce, w którym to postać Pahweka zazwyczaj zaczynała wyłaniać się z oddali zrozumiała, że jej miłość nie wróci, więc zeszła z powrotem do plemienia. Mijały dni i tygodnie, a młodzieniec nigdy nie powrócił do wioski. Pewnego wieczoru Wyhnemah , nie chcąc żyć bez swego Ukochanego wspięła się na szczyt Castle Rock i oddając ostatnią modlitwę zrobiła krok w przepaść, by już na zawsze być z jedyną miłością jej życia.

Muzeum Madame Tussauds - Hollywood

Kochani Podróżnicy! Jak pewnie większość z was wie, Madame Tussauds to Muzeum Figór Woskowych, co jednak nie jest aż tak oczywiste to to, że jest ono zarządzane przed Merlin Entertainments. W Los Angeles Muzeum znajduje się w samym sercu Hollywood - na Hollywood Boulevard i jest ono dziewiątym z całej franczyzny Tussauds. Praca nad Muzeum trwała przez osiem lat, zanim oficjalnie je otwarto. Pierwsze figury, które trafiły do Muzeum kosztowały około 350 000 dolarów - KAŻDA - i były to Beyoncé i Jamie Foxx. Na wejściu do muzeum mamy figury Marilyn Monroe i Johnnego Deppa, które mają zachęcać turystów do tego by szli dalej. Będąc już w środku mamy jedną, nieco większą figurę, właściwie jest ona największą w Muzeum - King Kong. W całym muzeum jest około 150 figór sławnych osobistości, takich jak: DANIEL CRAIG znany między innymi z roli James'a Bond'a w filmie "007 Quantum of Solace" HUGH HEFNER Założyciel i redaktor naczelny magazynu „Playboy”. CAMERON DIAZ Znana między innymi z filmu "Aniołki Charliego". Skąd wziął się pomysł na Muzeum? W 1835 do Londynu przybyła Marie Grosholtz, wszechobecnie znana, jako Marie Tussaud. Nie pojawiła się w Londynie sama! Wraz z nią przybyły woskowe odlewy zgilotynowanych podczas rewolucji francuskiej głów arystokratów . To właśnie było początkiem ogromnej kolekcji figur woskowych, które dziś, na szczęście, znane są pod inną formą. Obecnie Muzea prezentują naturalnej wielkości figury sławnych postaci. Pierwsze Muzeum było założone w Londynie, a dziś można znaleźć filie na 4 kontynentach! W Europie Muzeum Madame Tussaud znajdziemy w Amsterdamie, Berlinie, Blackpool'u i Wiedniu. W Stanach Zjednoczonych, oczywiście temat dzisiejszego bloga, czyli Muzeum w Hollywood, ale również w Las Vegas, Nowym Jorku, czy Waszyngtonie. Również w Australi znajduje się jedna filia, którą można odwiedzić będąc w Sydney. Co może być zaskakujące w Azji jest ich aż pięć! Jedno w Bangkok'u, ale i w Pusan, Hongkong'u, Tokio i Szanghai'u. Ceny biletów: Online $19.99 Na miejscu $30.95 Combo z 2 innymi Muzeami 37$

Muzeum Śmierci w HOLLYWOOD - najtwardsi wymiękają

Kochani Podróżnicy! Pisząc ten post, wracając pamięcią do tego co widziałam w Muzeum... aż mi się słabo robi. Przechodzą mnie dreszcze a strach paraliżuje oddech, ale chcę się tym podzielić bo warto wiedzieć na co niestety trzeba być przygotowanym ze strony ludzi i jacy psychopaci są wśród nas. Odwiedziny w tym muzeum uświadomiły mi, jakie szczęście miałam w życiu robiąc te wszystkie "spontaniczne" rzeczy i wychodząc z nich cała. Jedno jest pewne, ZREZYGNOWAŁAM Z ŁAPANIA STOPA. Do tej pory nie uświadamiałam sobie, co mogłoby mi się stać, gdybym trafiła na nie odpowiednią osobę - bo przecież zawsze jestem przygotowana, mam opanowaną jakąś samoobronę i w zanadżu alarm - ale prawda jest taka, że gdybym trafiła na psychopatę, nic z tego by mnie nie uratowało. To co zobaczyłam w Muzeum Śmierci po prostu przeszło moje wszelkie oczekiwania! Muzeum zostało założone w 1995 roku z myślą o tym, by dać ludziom możliwość uzupełnienia luk w wiedzy o śmierci. Znajdują się tam setki przedmiotów, więc czas zwiedzania może się wahać miedzy 45 minutami, a nawet 3 godzinami! Najlepsze jest to, że muzeum nie ma ograniczeń wiekowych, bo jak napisali na oficjalnej stronie "śmierć dotyka nas wszystkich", ale jeżeli nie chcecie zapewnić dziecku, bądź nastolatkowi traumy lepiej odczekajcie kilka lat. Nie są to przykłady śmierci naturalnej, ale prawdziwe historie rodem z najstraszniejszych horrorów, a chyba nie posadzicie dziecka przed telewizorem nastawiając mu w telewizji Hannibala Lectera. Wstęp do światowej sławy Muzeum kosztuje 17$. W tej cenie możemy zobaczyć między innymi: - największą na świecie kolekcję dzieł seryjnych morderców - wnęka ludożerców - pamiątki rodziny Mansonów - korytarz rzezi - sala egzekucji - sala samobójców - masakryczne zdjęcia z miejsc zbrodni Na oficjalnej stronie zamieszczono komunikat: "Polecamy muzeum tylko dla DOROSŁEJ WIDOWNI! Niektóre treści w eksponatach mogą być zbyt obrazowe lub szczegółowe. Przez lata było wiele „opadających owacji” (ludzie mdleją), więc zachęcamy cię do przygotowania się przed przyjazdem!" Oto kilka z opini na TripAdvisor: "Doskonałe, jeśli spożyłeś truciznę i chcesz wywołać wymioty! Nie dla osób o słabym sercu lub słabych sokach trawiennych." - Ben "Szczerze mnie cieszy, że nie spełniłem mojego dziecięcego pragnienia, by zostać detektywem, jak mój bohater Sherlock Holmes. Widok zdjęć z miejsc zbrodni sprawił, że poczułem mdłości, a zwykle jestem nieugięty." - Jami R "Nie dla słabego serca" - John M "Dobrze połączona kolekcja, ale NIE dla dzieci i osób o słabym sercu!" - chris2pherharrison10 Ta oto największa tego typu kolekcja na świecie mieści się w budynku zlokalizowanym w samym sercu Hollywood. Nie ma nic wspólnego z filmową fikcją, przedstawia przerażającą rzeczywistość! Odważyłbyś się przekonać na własnej skórze?

15 pytań, które zmienią Twoje życie

Kochani Podróżnicy! Każdy z nas marzy o życiu jak z filmu, ale dlaczego tylko niewielu z nas się to na prawdę udaje? Otóż dlatego, że podczas gdy jedni marzą o swoim "idealnym" życiu, inni po nie sięgają. Jednak Ci, którzy po nie sięgają pierw muszą zajrzeć wgłąb siebie, bo właśnie tam znajduje się wszystko dzięki czemu każdy z nas może sięgać po te marzenia. Wszystko, czego potrzebujemy do zmiany JUŻ MAMY. Jednak niewielu potrafi dotrzeć do tych skarbów. Odkrywanie tej wewnętrznej potęgi to trochę jak otwieranie zagraconej piwnicy: Wchodzisz, nie wiedząc po co. Chciałoby się coś znaleźć - ale nie wiadomo co. Masa rzeczy, niektóre wręcz na nas spadają, kiedy próbujemy się przedostać przez zagraconą przestrzeń. Rozglądając się nagle coś zauważasz: "O, zapomniałam że to mam!", idąc dalej widzisz coś innego: "Mhm, to się może przydać!", zaraz znów Twój wzrok przykuwa inna rzecz "Hmm... nawet nie wiedziałam, że mam coś takiego". Identycznie jest z naszymi cechami, które przez całe życie są upychane gdzieś głęboko w środku, niektóre z przymusu, o innych chcemy zapomnieć, a znów inne zawalone są pod stertą emocji. I tak właśnie po czasie już sami nie wiemy co tam w środku się nagromadziło przez lata. Czy jesteś gotowy by zmienić swoje życie? Odpowiedz sobie na te pytania i stań się najlepszą wersją siebie! 1. Jaki jest mój życiowy cel? 2. Kim jestem? 3. Czego najbardziej się boję? 4. Jeżeli robię coś czego nie lubię, dlaczego to robię? 5. Po dokonaniu czego, czuję się spełniony? 6. Czego brakuje w moim życiu? 7. Dlaczego rozpamiętuję przeszłość, skoro wiem, że nie wróci - martwię się przyszłością, choć to chwila obecna - zapominam o teraźniejszości, która jest jedyną przesrzenią, w której tak na prawdę egzystuję. 8. Co bym powiedział sobie sprzed lat? 9. Co jest dla mnie najważniejsze w życiu? 10. Kiedy czuję się najszczęśliwszy? 11. Gdyby pieniądze nie były przedmiotem, co chciałbym robić do końca życia? 12. Jakie są 3 rzeczy, w których jestem dobry? 13. Jakie było moje największe marzenie, które odłożyłem na bok? 14. Co robię każdego dnia by zmienić swoje życie na lepsze? 15. Z czego powinienem zrezygnować? Jak nie teraz to kiedy? Dążenie do marzeń i odnajdywania siebie nie jest łatwie, ale podzielę się jednym sekretem, który mnie BARDZO pomógł w życiu. "Jeden z najlepszych i najskuteczniejszych poradników, jakie kiedykolwiek napisano. Ta książka pomogła milionom ludzi na całym świecie osiągnąć upragnione cele jedynie dzięki zmianie sposobu myślenia." KUP TERAZ za jedyne 23,84 zł Nowe UZUPEŁNIONE wydanie!

Golden Gate Bridge, San Francisco - most samobójców

Kochani Podróżnicy! Most Golden Gate w San Francisco jest wizytówką Kaliforni. Pomimo tego, że jest bardzo ważnym węzłem komunikacyjnym, jest także główną atrakcją odwiedzaną rocznie przez miliony turystów. Niektórzy znają go jako "Złote Wrota", inni jako mniej słoneczny - "Most Samobójców". Ponad 20 osób rocznie ginie skacząc właśnie z tego mostu. Podobno w jakiś niezwykły sposób wzmacnia on decyzje o dokonaniu samobójstwa u tych, którzy przechodzą ciężkie życiowe rozterki. Według psychiatrów most Golden Gate powoduje wśród tych osób jakieś, niewyjaśnione fatalne zauroczenie. [...] "– Dla jednych most jest bardzo łatwo dostępnym miejscem dla zakończenia ziemskiej przygody. Dla innych jest bardzo romantyczną scenerią ostatecznego pożegnania się z życiem" – powiedział Dr.Blaustein. Jeden z jego pacjentów powiedział mu, że most jest "tylko złotym sposobem dotarcia do nieba". Są przeróżne statystyki co do ofiar śmiertelnych od czasu otwarcia mostu w 1937 roku. Podobno oficialnie przyjmuje się, że było 1300 ofiar, inne źródła informacji podają, że było ich 2000, a jeszcze inne, że na moście popełniło samobójstwo 2500 osób. Powszechnie przyjmuje się jednak, że na skok zdecydowało się 2500 osób, z czego 500 przeżyło. Jako pierwszy, w sierpniu 1937 roku, z mostu skoczył Harold B. Wobber - sternik barki. Przespacerował z pewnym wykładowcą uniwersyteckim kilkaset metrów, gdy nagle zdjął marynarkę oraz kamizelkę, podał je wyżej wspomnianemu zwiedzającemu - Louisowi Nayloremu, oświadczył: „Tu wysiadam!”. I skoczył. Incydent ten trafił do tyodnika "Oakland Tribune", z opisem: [...] " Harold B. Wobber, 47, Weteran wojenny z Oakland, który wczoraj targnął się na swoje życie z mostu Golden Gate, pierwszą osobą, która dopuściła się samobójstwa z jednego z dwóch przęseł." Ku ogólnemu zaskoczeniu, do najbardziej znanych samobójców zaliczał się założyciel Victoria’s Secret - Roy Raymond, oraz syn sekretarza prasowego JFK Pierre’a Salingera, przyjaciel prezydenta, który załamał się po zamachu w Dallas. Most Golden Gate z punktu widzenia Patrolu Drogowego Kevin Briggs to były pracownik Kalifornijskiego Patrolu Drogowego z lat 1990 - 2013. Jego rewir obejmował m.in. most Golden Gate, który pod pięknymi widokami skrywa swoje drugie, mroczne oblicze. To najpopularniejsze miejsce na samobójstwo w całych Stanach Zjednoczonych. [...] "Przekonałem setki niedoszłych samobójców, by nie skakali z mostu Golden Gate" - mówi Kevin Briggs, jednak bywały i sytuacje, gdzie nie mógł zapobiec tragedi. [...] "W trakcie bezpośredniej interwencji straciłem dwie osoby. Z jedną z nich nie rozmawiałem długo. To był całkiem miły gość. Nie chciał powiedzieć, jak ma na imię, ani opowiedzieć swojej historii, ale w jego życiu ewidentnie działo się coś złego. W pewnym momencie odwrócił się do mnie, uścisnął moją dłoń i powiedział: „Kevin, muszę iść. Na dole czeka na mnie babcia". Jego babcia niedawno zmarła. Podziękował mi i skoczył. Nic nie mogłem zrobić." Dlaczego, skoro doszło już do tylu tragedi pod mostem nie ma zabezpieczeń? Już od lat słychać o tym, między innymi z informacji Denisa Mulligana (przedstawiciela władz miasta), że na słynnym moście Golden Gate zostanie zainstalowana specjalna stalowa siatka. Siatka o koszcie 76 mln dolarów miała być zainstalowana 6 metrów poniżej znajdujących się po obu stronach mostu chodników dla pieszych. Montaż miał zostać zakończony w 2018 roku. Dalsze, i do tej pory najświeższe informacje podają, że realizacja siatki ma się zakończyć w 2021 roku, a budżet inwestycji to 211 mln USD. Golden Gate Bridge - jeden z najsłynniejszych mostów świata, najbardziej śmiercionośny most w historii. Obecnie "Złote Wrota" San Francisco, mają bardzo złą sławę. Wiedzieliście o tym? (Scena skoku z filmu dokumentalnego "Most Samobójców" 2006)

  • Black Facebook Icon
  • Black Instagram Icon
  • Negro del icono de YouTube

Katarzyna Stefańska

ksdzekson@gmail.com